Panie Narveson, proszę odłożyć te słowa na swoje miejsce

You have a property right in something, x, when you get to do what you want with x and others do not. Except, of course, if you want to use it to violate somebody else’s rights, as when you propose to slug him with it. Property rights are limited in their scope by other people’s rights. That they are thus limited is self-evident in the case where those other people’s rights are themselves property rights. If I have the right to do with x as I want, then obviously you cannot also have the right to do with x what you want; and in the case where you use your shiny new property – say, a .45 – to do something to x that I don’t want done with it, such as in the case where x is my body and you shoot me, then you have violated my rights. There is nothing mysterious about this.

Obawiam się,  że tu jest całkiem spora tajemnica. Mianowice, jak jemu się udało przeskoczyć od tego, że ktoś ma coś do tego, że powinien mieć. Prawo własności jest prawem do używania po swojemu rzeczy i ma się to prawo nawet jeśli się jej nie używa (lub kiedy się z niego nie korzysta, jeśli już przystać na to ekstrawaganckie rozumienie własności przez niego). To rozróżnienie jest ważne, bo Narveson sobie zadaje pytanie:

For how long does non-use of it by its erstwhile owner justify deeming it to have reverted to the public domain, available for use by others?

A już sobie na nie odpowiedział. Skoro to, co on chce uparcie nazywać prawem polega na tym, że ja coś robię z rzeczą, to to prawo nie istnieje, gdy nie robię czegoś z rzeczą. Stąd to co proponuje Narveson nie usprawiedliwia własności w tej postaci, którą promuje, czyli rodzącej się z pierwotnego zawłaszczenia poprzez użycie czegoś do czegoś. Taka własność musiałaby by być podtrzymywana stałym użyciem. Oczywiście to nie to, o co Narvesonowi chodzi. Jasne, można twierdzić, że zabieranie komuś rzeczy, którą zrobił jest nie fair, a ludzie godzący się na robienie ze swoją własnością tego, co chcą, by z nią robiono, mogą mieć żal tylko do siebie. Ale to nie na temat. Bo Narveson to prokapitalistyczny anarchista. Antykapitalistyczni anarchiści tacy jak ja po prostu grzecznie takim panom tłumaczą, że mają inne zdanie co do tego, co to jest własność, czyli, że przecież do kontrolowania rzeczy nie potrzeba prawa własności (do absolutnego byłoby potrzebne, ale kto mówi o absolutnym?), ale prawa do niezakłóconego używania tej rzeczy, stąd własność to nie tylko ochrona kontroli producenta nad produktem. W dodatku ochrona zaledwie używania nie prowadzi do zamachu na inne dobra, bez których nie ma mowy o ochronie wolności. Np. prawa do kontrolowania swojego ciała, niezbywalnego, bo tylko ograniczenie prawa własności terytorium przez nie daje gwarancje, że będzie można było je w ogóle realizować w sposób taki, żeby było ono niezbywalne. A prawo, którego nie da się realizować staje się martwym prawem. Po co walczyć o martwe prawa?

Artykuł macie tu. Sami sprawdźcie.

Komentarze 3 to “Panie Narveson, proszę odłożyć te słowa na swoje miejsce”

  1. Aaaaaaaaaaaaa przez przypadek klikłem like, zamiast share.

  2. dorotamakota Says:

    Nie lubisz Swoich notek ?

  3. Najwyżej w takim stopniu, w jakim Ty ich nie lubisz. A poza i btw, to strasznie Cię kocham i nie byłbym sobą, gdybym tego nie napisał. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s