Etatyzm

No normalnie etatyzm proszę państwa

Podatki to nie jest żaden haracz ściągany przez wrogie ~*przedsiębiorcy*~ państwo; to zaledwie częściowy zwrot kosztów poniesionych przez państwo, żeby zapewnić ci bezpieczeństwo (zgadnij, czemu nikt nie strzela do ciebie po drodze do pracy? czemu straż pożarna zgasiła pożar w twoim mieszkaniu? kto złapał złodzieja korzystającego z bezwzględnych praw rynku — tani towar zawsze sie sprzeda — który ukradł ci telefon komórkowy?), infrastrukturę (czemu w ogóle masz drogę, która możesz jeździć do pracy? czemu w ogóle masz pracę?), edukację (ach, drogi korwinisto z państwowej szkoły! wypierdalaj), środowisko nadające sie do życia (czemu jakaś korporacja nie spuszcza hektolitrów kwasu siarkowego do rzeki obok twojego domu? czemu w twoim ogródku młody przedsiębiorczy korwinista nie zrobił sobie wysypiska śmieci — przecież bardziej by mu się opłacało, niż zapłacić za wywóz śmieci?) i całą masę innych rzeczy, których nawet nie trzeba wspominać no bo. Chcesz mieć wolny rynek i brak państwowej kontroli? Somalia czeka, a ja chętnie popatrzę sobie na kolejnych ludzi, którzy przeżyli fisting niewidzialną ręką rynku.

Tutaj.

Skoro państwo tylko świadczy usługi, to dlaczego po prostu nie odmawia ich świadczenia, gdy ktoś nie chce nic dać w zamian i potem ewentualnie dochodzi odszkodowania? Dlaczego ma prawo do wtrącenia kogoś do więzienia za to, skoro można po prostu zerwać z kimś kontakt i robić swoje (dbać o resztę, która płaci), choćby jemu wbrew? Ale jeśli państwo jednak nie świadczy usług, tylko działa, by zrealizować swoje cele (w tym – zmusza innych do ich realizacji), to odpowiedź jest jasna – bo działając traktuje Ciebie jako narzędzie do realizacji swoich celów i dlatego chce, żebyś konkretnie coś robił, a nie tylko – odcina się od Ciebie, gdy przeszkadzasz. Trzeba to podkreślić – wtrącenie do więzienia nie może służyć bezpośrednio zwrocie kosztów usługi. A skoro tak, musi wiązać się z innym prawem, niż prawem dochodzenia jakiegoś zadośćuczynienia czy odszkodowania (czy jak to nazwać) za korzystanie z usługi, która nie została opłacona. Inaczej prawo do pobierania podatków byłoby po prostu prawem do rządzenia drugim człowiekiem, bo byłoby od niego kompletnie nie do odróżnienia. A jeśli tak jest, to i tak wychodzi na moje, zauważyłeś? I prawo do pobierania podatków zawsze musi być prawem do rządzenia ludźmi. Skoro więc popierasz prawo państwa do pobierania podatków, to popierasz jego prawo do rządzenia ludźmi, a nie tylko zabierania im części ich majątku w zamian za pomoc w realizacji jakiegoś celu. Nie twórz więc pozorów czegoś innego.

No dobrze, skoro już coś ustaliliśmy, to zauważmy, że twoja postawa rodzi problemy, których nie jesteś w stanie nawet dostrzec, bo gdybyś dostrzegł lub dostrzegła, drogi etatysto, to byś nie pyszczył o okradaniu państwa, bo widziałbyś, jak słaby to zarzut, zwłaszcza dla kogoś, kto ma w głębokim poważaniu prawo własności jako takie.
Oczywiście państwo może być w jakimś sensie okradane i bronić swojego prawa do czegoś z tego względu. Pytanie, dlaczego ja miałbym dbać o to jakieś prawa państwa do czegoś, skoro państwo chce realizować swoje prawa w taki sposób, że to mnie obdziera z moich praw i godzi w moje interesy? Na te pytania nie odpowie ani mało śmieszna (srsly bardzo mało) błazenada (ołahahaha utopista, ołahahah anarchista. Ołahaha not, nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytania, tylko brechasz. Dobrze, że przynajmniej się nie ślinisz), ani zakrzyczenie, ani przezywanie. Stix&stones. Państwo nie liczy się ze mną, państwo nie tylko egzekwuje swoje prawa, państwo je też mi narzuca (objawia się to np. nie braniem pod uwagę moich praw właśnie i interesów, jeśli nie pojąłeś tego, czy pojęłaś) i tylko legitymizacja tego mogłaby to usprawiedliwić. A nie da się usprawiedliwić tego samym faktem, że to robi, bo to nie jest dla mnie fakt instytucjonalny, nie uznaje zasady, że kto ma siłę, ten ma prawo do niej. To co może posłużyć za usprawiedliwienie dla tego, co robi państwo?

Popierając więc, bezkrytycznie, prawo kogoś do zabierania komuś innemu pieniędzy pod groźbą pozbawienia go wolności, popierasz tylko i wyłącznie traktowanie jednych ludzi przez drugich jako środków do celu i nie łudź się, proszę, że jest inaczej. Popierasz nagą władzę, kompletnie tego nie uzasadniając. Choćbyś milion razy napisał czy napisała o ratowaniu żabek i budowaniu autostrad, zawsze nie zauważysz prostej rzeczy – że państwo ma swoje cele i ich realizacje wymusza na innych. I poczynając od tego, że prawodawca nie musi się liczyć z wolą swoich wyborców, a kończąc na tym, że funkcjonariusz państwowy nie musi się liczyć z wolą osób, które mają obowiązek podporządkowania się mu, można stwierdzić, że ten kształt instytucji, które sprawują władzę (bo państwo jako ponaindywidualny potworek zdecydowanie bardzie sprawuje władzę niż jego trybiki, ograniczone logiką systemu) wzmacnia zdolność państwa do traktowania Cię jak rzecz. Jesteś więc zwolennikiem niewolnictwa. Własnego.

Oczywiście, że czasem, żeby zrealizować jakiś cel trzeba odebrać komuś wolność i uczynić go niewolnikiem. Problem nie tkwi w tym, że żeby palacze przy Tobie nie palili, to trzeba ich zmusić. Problem jest w tym, komu Ty chcesz oddać prawo do zmuszania kogokolwiek – Tobie się wydaje, że to prawo chcesz przekazać sobie, a po prawdzie – to chcesz przekazać je państwu i nawet o tym nie wiesz. I do momentu, w którym nie uznasz, że cele państwa są ważniejsze od twoich, ta postawa zawsze będzie postawą głupca, bo państwa, te współczesne, tak są skonstruowane, żeby mogły ignorować wolę poddanych, nawet tych posłusznych. Państwa mają prawo prowadzić własną politykę, niezależną od nikogo innego. Państwo w ogóle nie musiałoby pracować i miałoby to prawo. Które, że się powtórzę, prowadzi głównie do obiektyfikacji każdego poddanego władzy państwa, no może poza kilkoma potężnymi i bogatymi Panami i Paniami. Oczywiście, możesz nie mieć nic przeciwko byciu tylko czymś w relacji (albo łudzisz się, że trafisz do Power Elite), ale może weźmiesz pod uwagę chociaż innych?

Powtarzając swoją etatystyczną głupotę możesz skrzywdzić innych, mogą w to uwierzyć, że państwo o nich dba, jak o kogoś, a nie jak coś, co ma służyć czemuś. Proszę nie rób tego, to prowadzi do bolesnych rozczarowań. Wspomniani przez Ciebie ludzie, którzy jakoby przeżyli „fisting niewidzialną ręką rynku”, przeżyli przede wszystkim utratę troski państwa, bo państwo przestało ich potrzebować. Przeżyli ją między inni dlatego, bo państwo jest jakie jest i bolałoby ich to mniej, gdyby wiedzieli, jakie jest. A dzięki takim ludziom jak Ty ktoś znowu może się nie dowiedzieć, jakie jest, odpowiednio wcześnie (albo może być tak głupie jak Ty i w ogóle zignorować fakty). Za to – ufa państwu, co Tobie zapewne się podoba. Bo jesteś zaślepiony (lub zaślepiona, a jakże!), biedny etatysto czy etatystko. Nie rozsiewaj tej choroby, proszę, pomyśl o tym, jako czegoś, czego Ci nie zakaże nikt, ale jednak wypada tego unikać. Bądź grzeczniejszy od palaczy, skoro nie potrafisz być bardziej współczujący, przez swoje upośledzenie. Ok?

komentarze 2 to “Etatyzm”

  1. Skoro państwo tylko świadczy usługi, to dlaczego po prostu nie odmawia ich świadczenia, gdy ktoś nie chce nic dać w zamian i potem ewentualnie dochodzi odszkodowania?

    I juz misie nie chce czytac dalej. No bo plz, jak chcesz zmusic palanta nieplacacego podatkow do niekorzystania z panstwowej drogi? Postawilbys mu policjanta przy samochodzie? Ale policja jest za nasze podatki wiec?

    I tak dalej.

    Fajnie, ze maksymy i tak dalej, ale jak zaczniesz probowac tlumaczyc to na praktyczne rozwiazania, to sie okazuje, ze words have meanings NOT.

  2. I juz misie nie chce czytac dalej. No bo plz, jak chcesz zmusic palanta nieplacacego podatkow do niekorzystania z panstwowej drogi? Postawilbys mu policjanta przy samochodzie? Ale policja jest za nasze podatki wiec?

    Ale właśnie tylko odkryłaś, że państwo nie tylko nie świadczy usług, tylko w dodatku – nie może. A dalej tworzysz pozory, że w ogóle może. Ja nie chcę zmuszać czy nie zmuszać, bardzo chcę natomiast nie zgadzać się z bzdurami. Napisałaś, dość wyraźnie coś, co sugeruje, że państwo działa jak zwyczajna, prywatna firma. Nie działa i nie może. Jest tak zupełnie i kompletnie dlatego nieuzasadnione, by z tego powodu traktować je jak prywatną firmę. A ludzie, którym wydawało się, że można państwo tak traktować, przejechali się na tym.
    A skoro tak, to nie da się potraktować państwa też jako przyjaciela w tym wypadku, gdyby traktować je nie jako usługodawcę, tylko jako autonomicznego gracza, chyba, że należysz do ludzi, którzy mają swoje własne źródła władzy (a Ty ich akurat nie masz, Ty najwyżej się łudzisz, że je masz).

    Odniesiesz się więc jednak do uwag zawartych w tekście, czy dalej będziesz używała słowa „praktyczne rozwiązanie” w sposób tak dziwny, że wątpię, czy go rozumiesz? Bo skoro jest inaczej i ja źle Cię rozumiem to

    Fajnie, ze maksymy i tak dalej, ale jak zaczniesz probowac tlumaczyc to na praktyczne rozwiazania, to sie okazuje, ze words have meanings NOT.

    wytłumacz mi jedną rzecz: co jest praktycznego w przyznaniu komuś prawa do nierealizowania moich celów przeze mnie, albo zastanów się jednak nad tym, co Ty rozumiesz przez „rozwiązanie praktyczne” bo mi się jakoś właśnie diabelnie niepraktyczne wydaje, dla tych oczywiście, dla których jest niepraktyczne, czyli całkiem ogromnej rzeszy ludzi.

    Bo jak praktyczny ma być etatyzm, to bardziej interesuje mnie choćby marksistowski autonomizm, nawet jesli znam go tak słabo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s