Archiwum dla Kwiecień, 2010

Wypowiadam wojnę

Posted in Uncategorized on Kwiecień 29, 2010 by Jaś Skoczowski

Wszczynanie konfliktu nigdy nie było takie seksowne.

Co ważne

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Kwiecień 28, 2010 by Jaś Skoczowski

Ważny jest egoizm. Tylko teraz ponieważ to ważne, trzeba egoizm bardzo uważnie zrozumieć. Egoizm to nazwa, powszechna, można nazwać tak kilka przedmiotów, ale one nie będą miały ze sobą wiele wspólnego. Egoizm jest nazwą ludzkiej postawy czy cnoty, która charakteryzuje się afirmacją swojego ja. Ja to tak samo kulawa nazwa, jak egoizm.

Kim jestem? To nie jest ważne pytanie, to jest głupie pytanie. Głupsze od „czy nieżonaty mężczyzna jest kawalerem?”. Jasne, że jest i przynajmniej może ono przez to przypomnieć nam o jakiejś oczywistości. Natomiast odpowiedź na pytanie „kim jestem?” na nic nam nie odpowiada w tym konkretnym kontekście, czyli w kwestii egoizmu, bo nie wskazuje nikogo, kogo powinniśmy ze względu na nasz egoizm afirmować.

Bo absurdalne jest, jeśli ktoś postanowił być egoistą przejmować się, kim jest, ze względu na ten egoizm. Nawet jeśli jestem jakiś, to przecież – wcale nie muszę tego akceptować, więc tym bardziej – działać na korzyść tego. Afirmowanie siebie wbrew sobie jest absurdalne, gdy pojmujemy je jako egoizm – egoista nie ma powodu, by robić coś wbrew temu, czego chce. Jasne, brak akceptacji siebie może unieszczęśliwić. Jest szkodzeniem sobie, czyli głupotą. Ale głupota nie wyklucza egoizmu – egoista działa na rzecz siebie, ale nie bezbłędnie. Gdy działa bezbłędnie po prostu jest mistrzem w swoim egoizmie. Tak jak kiepski kierowca pozostaje kierowcą, tak kiepski egoista jest egoistą. I nie ma żadnego obiektywnego powodu, by przestał być kiepski.

Powtarzam raz jeszcze: egoizm jest ważny. Konsekwentna afirmacja „siebie” ujawnia, że znaczenie takiego pojęcia, jak ja, nie jest najważniejsze dla tego ja. Powołanie się więc na tożsamość kogoś nie jest dla niego argumentem bezwzględnie rozstrzygającym, jak powinien on postępować, nawet, jeśli tożsamość tego kogoś byłaby poprawnie i normatywnie określona. To pozwala na zdystansowanie się wobec własnej tożsamości.

To zdystansowanie ma wartość praktyczną – egoista działa inaczej, gdy działa jako egoista. Działa bezsprzecznie ze względu tylko na siebie i to wyklucza działanie na korzyść czegokolwiek innego. To wyklucza np. działanie na rzecz realizacji norm, jakakolwiek byłaby ich natura. Stąd teza, zgodnie z którą jednostki zawsze tworzone są przez zbiorowości jest fałszywa. Jednostki mogą tworzyć zbiorowości, wpływając na siebie i na innych, w zakresie ich własnej mocy, o ile są konsekwentnie egoistyczne.

Tak, oczywiście, że ten tekst jest inspirowany Stirnerem. I jest pewną reakcją na wywiad który zrobił ze mną Maciek Dudek i posłał na Liberalisa. Bo liczyłem, wiecie, na wieczną sławę i masę dup po tym, jak udzielę wywiadu, który zostanie opublikowany NA JEDYNYM PORTALU LIBERTARIAŃSKIM W POLSCE. No, a potem przeczytałem, stwierdziłem, że zrobiłem jakąś przemieloną kupę w odpowiedziach i postanowiłem się zrehabilitować tutaj.

Podwójne salto jasia, czyli jak połączyć amoralizm z anarchizmem. Bez lutu, zszywacza i kleju.

Posted in Uncategorized with tags , , on Kwiecień 15, 2010 by Jaś Skoczowski

Związek amoralizmu i anarchizmu mógłby się zdawać luźny. Człowiek nie kierujący się słusznością swojego postępowania tylko w jednym, określonym przypadku będzie sam z siebie anarchistą – jak akurat anarchizm będzie w jego guście, a to nie takie łatwe – w końcu anarchizm to nie lada wyzwanie, zwłaszcza radykalny, trzeba zaakceptować suwerenność polityczną każdej jednostki, a to nie jest wygodne. W dodatku to nie jest zbyt jasna koncepcja, jak sam pomysł suwerenności politycznej.

Jednak jeśli tego nie zrobi, rozsądnie zachowa się (a nierozsądni mają gorzej), gdy nie będzie odwoływał się do amoralizmu innych. Wręcz przeciwnie, powinien raczej dbać o to, by otaczali go ludzie moralni w taki sposób, by to służyło ich interesom. I oczywiście  bojący się go. Odszczepieńców (podobnych im samym) powinien usuwać bezwzględnie lub pozbawiać wszelkiej mocy. Jeśli więc na świecie byłoby dużo nieanarchistycznych amoralistów, szybko zaczęliby starać się ten stan rzeczy zmienić, gdyby byli rozsądni i nieco zapobiegliwi. Zdobycie władzy, zarówno opartej o fizyczną i niefizyczną przemoc, jak i manipulację, poprzez odwoływanie się do wcielonych w ludzi, głównie za pomocą wychowania, zasad obyczajowych (vel moralnych) byłoby podstawowym celem każdego amoralisty, który nie chciałby iść na ugody i kompromisy z ludźmi. Coś wam chodzi po głowie? Tak, mówimy o aparacie władzy, czym bardziej scentralizowanym, tym lepiej, byleby tylko nasz wyzbyty wszelkiej obyczajności bohater był jak najbliżej centrum (najlepiej w samiutkim pępuszku).

Jest więc tak, że jeśli uniwersalizuję amoralizm działam na rzecz anarchizmu, nie przeciwko niemu, jak chcieliby moralistycznie nastawieni anarchiści. Czym bardziej rozsądne (czyli akceptowalne przez możliwie najszerszą liczbę ludzi) argumenty stosuje, tym bardziej przyczyniam się do realizacji mojego mokrego, wolnościowego snu.  Przy okazji mój tok rozumowania jak dotąd świetnie pokazuje, jak zarówno edukacja, jak i system kar i nagród, jak i dający się wpoić ludziom bez ich zgody zespół przekonań etycznych, może służyć ich zniewoleniu przez amoralistów. Czyli tak, państwo jako narzędzie wyzysku licznych debili przez nielicznych cwanych i zakłamanych chujków to bardzo trafny obraz, tak mi to się widzi. Zwłaszcza współczesne państwo, od czasu do czasu uwielbiane przez różnego rodzaju fanatyków inżynierii społecznej (oh hai mister Orlynsky, wi haw mesydż for ju, ju ar kiking jur bat. Wolutaryryly-wolunta… Dobrowolnie srasz pod siebie), bo ono często stosuje miękkie formy urabiania ludzi i unika chamskiej przemocy – która bywa nie tak skuteczna, jak odpowiednie wychowanie do posłuszeństwa, bo mnie pouczająca.

Ale, czy to i tak nie beznadziejny wysiłek, skoro mogą istnieć te inne zimne chujki, inne ode mnie, zimnego chujka przyjmującego amoralistyczną jawność? Niekoniecznu. Większość z nas to nie geniusze i nie zawsze geniusze zdobywają władzę (choćby ze względu na ksenofobię). Nasze rozumowanie nie jest całkiem swoiste, nasze, prywatne. Amoraliści walczący z amoralizmem w imię swoich interesów grzebią go, tworząc sprzyjające im środowisko. Mechanizm selekcji rządzących coraz bardziej uszczelnia się, do władzy coraz trudniej dojść sukinsynom, bo struktury władzy powstają w środowiskach zbudowanych na zasadach moralnych, których budowa opiera się na przestrzeganiu zasad postrzeganych jako słuszne. W dodatku jednostki tworzą jednostki. Autokreacja nigdy nie jest całkowita. Czyli z jednej strony amoraliście trudniej zdobyć władzę nad innymi, z drugiej – trudniej mu w ogóle być amoralistą tam, gdzie istnieje władza.

Jednocześnie amoralizm pomimo tego nie zanikł, zamyka się przed nim po prostu jedna ścieżka – ścieżka władzy (dlaczego nei znikł? A no mozę, bo władza jako taka jest dośc nietrwała i rzadka). Amoralizm nie tylko nie zanikł – co bardziej pojękujący grzeczni chłopcy mówią o upadku moralności, związanej z szerzeniem się kltury liberalnej. Przesadzają, ale niekoniecznie aż tak bardzo. Liberalizm to program moralistów jak najbardziej. Ale rzeczywiście, dość miałki program. I całkiem nieźle pozmieniał rzeczywistość Zachodu. Rzeczywiście – permisywizm jakby wzrósł. Rzeczywiście – łatwiej zaakceptować wyrażanie poglądów nihilistycznych moralnie lub sceptycznych. Akceptacja jakiegoś poglądu na życie u kogoś ułatwia bardzo uznanie czegoś za rozsądne, czyli do przyjęcia u siebie. A to sprzyja odrzucaniu moralności jako pewnego czegoś sterującego kimś. I jakoś zbliża do takiego podejścia, w którym to raczej zasady działania postrzega się jako dobre tylko wtedy, gdy temu komuś są posłuszne. Hyhy.

Eddie odczarowuje historię

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Kwiecień 15, 2010 by Jaś Skoczowski

Dziś przy okazji czytania sobie jednego artykułu anarchokomunisty, dosyć kiepskiego, zorientowałem się, że może jednak ludzie żyli bez tak scentralizowanej i schierarchizowanej władzy niż dzisiaj. I stwierdzam, że tym bardziej moim obowiązkiem jest wam dostarczyć lolerki w temacie.

radical revolutionary goatse

Posted in Uncategorized with tags , on Kwiecień 2, 2010 by Jaś Skoczowski

do
kapłanów
mędrców
przywódców
władców
przewodników
a nade wszystko
do kaznodziejów
chciałbym zwrócić się dupą
i chciałbym, by otwór w niej miał kształ lufy
9mm pogardy
9mm obrzydzenia
9mm ich osamotnienia
9mm bezgłośnie mówiących: spierdalajcie

bo tylko wtedy potrafiłbym bez strachu
odwrócić się do nich plecami