Archiwum dla Luty, 2010

Antyetatyzm

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Państwa są takimi cosiami, złożonymi z ludzi najpewniej, które wymagają od ludzi żyjącycy na ich terenie podporządkowania wbrew ich woli, niezależnie od wstępnej zgody na taki przymus i nie dając możliwości wykluczenia się z wspólnoty, jaką tworzy państwo (czy którą państwo jest). I temu się sprzeciwiam. Podobałaby mi się możliwość zrezygnowania z uczestniczenia w działaniu państwa, nie związana z poddaniem się jakiemukolwiek innemu państwu i bez konieczności zmiany miejsca zamieszkania. Ty moim zdaniem, że państwa jeszcze trudniej można byłoby postrzegać jako monopolistów przemocy. Antyetatyzm.

Jeśli więc ktoś ustala zasadę, że nie wolno czegoćtamczegoś, to nie sprzeciwiam się temu przede wszystkim dlatego, że to ograniczenie czyjejś wolności – to jest zarzut maksymalistyczny, ograniczania wolności ludzkiej trudno uniknąć (choć to by mnie bardzo ucieszyło, gdyby się tak dało). Chodzi mi o coś skromniejszego (i to jest w sumie oczywiste, o co mi chodzi, na tle notki wcześniejszej) – żebym chociaż mógł się zgodzić i ze zgody wycofać na to, że ktoś mi da w łeb za coś – i żeby każdy inny tak samo mógł. Żeby  zgoda lub jej brak wpływały na to, czy ludzie będą stosowali wobec siebie przemoc, czy nie. Jak w milusim (odróżnionym od niemilusiego znęcania się i gwałcenia) BDSM.

Dalej oczywiście pytanie o dokładny zakres, w granicach którego ta zgoda miałaby wpływać na innych jest otwarte i jest kpiną z moich rojeń.

Dlaczego zgoda stron jest ważna jako usprawiedliwienie przemocy?

Posted in Uncategorized with tags , , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Dlatego, że jest bardzo ubogim, ale jednak środiejm uszanowania kogoś. To oczywiście wyjątkowo skromny sposób okazania szacunku – co z tego, że ktoś zgodzi się poddać przemocy, skoro przemoc polega na tym, że ktoś z kimś robi coś niezależnie woli osoby poddanej przemocy? Ale jednak zgoda na stosowanie tej przemocy jest przynajmniej odrobinę inna niż zmuszanie kogoś bez wcześniejszej zgody. Taka perspektywa podoba mi się, takie przedstawienie tematu, bo zawiera sugestię, że nawet przemoc zastosowana zgodnie treścią umowy względem jednej z jej stron jest złem (czy – czymś niepożądanym), tyle, że odrobinę mniejszym (mniej pożądanym). Dalej więc powinna być traktowana jak zło.

No i oczywiście, skoro umowa może na mnie ściągnąć groźbą użycia wobec mnie przemocy, przemocy, która będzie nią usprawiedliwiona, to umowę powinno się łatwo zrywać.

Wydaje mi się też oczywistym, że skoro wiemy, że umowa jest bardzo niedoskonałym źródłem usprawiedliwienia przemocy, to niektóre umowy powinny być nieważne. Np. umowy niewolnicze czy dające analogiczne skutki.

I tutaj pojawia się pytanie o rozgraniczenia, o ścisłe ramy działania i ja robię hyhy.

O powszechności banału w rozumowaniach normatywnych

Posted in Uncategorized with tags , on Luty 20, 2010 by Jaś Skoczowski

Sądzić, że coś powinno być jest czymś strasznie oczywistym, bo potrafimy całkiem swobodnie popadać w przesądy. Człowiekowi nie zagraża stała niepewność, tylko łatwość nabierania przesądów, a jednocześnie odczuwanie słuszności jest bardzo różnorodne. Twierdzę, że bardziej, niż np. kolorów czy przedmiotów przestrzennych, czy pobudzeń zmysłowych (to słowo wydaje mi się bardzo niezgrabne, ale nie przychodzi mi do głowy żadne inne), uczuć, myśli. O tym wszystkim łatwiej nam (nieznacznie, ale jednak) mówić ze sobą, niż o tym, co powinno być, a co nie.

I to twierdzenie też wydaje mi się strasznie oczywiste.

Jak być utopistą – szkic II

Posted in Uncategorized with tags on Luty 14, 2010 by Jaś Skoczowski

Generalnie mamy dziwny zwyczaj życia ze sobą raczej, niż samotniczego – to chyba nie jest zbyt śmiałe stwierdzenie? Łączą nas relacje zależności (odróżnione od obojętności). Jeśli nie wybieramy dobra dla wszystkich, a jest to bardzo szczeniackie i naiwne, i może nawet – groźne dla nas i innych, to wybieramy to, co wybierali nawet najszczytniejsi idealiści pokroju Pol Pota lub Robespierre a (pojechanie pewną kliszą z historii polityki, której prawdziwości nie jestem pewny nawet w minimalnym stopniu – bezcenne) – czyli życie jednych kosztem krzywdy innych i to w dodatku związane z rządzeniem jednych przez drugich (uwaga – niekoniecznie to jest prosta zależność – korzystasz, bo rządzisz. Są szlachetni idioci przy władzy. I mężowie z rogami, zarabiający na żony w złotych klatkach. Są, wierzę w to święcie). Wybieramy to wprost, nawet symbolicznie nie opowiadając się za czymś innym.

To po co pierddolić o tym, że jest źle? Chcesz być taki ironiczny, to pisz o czymś, w czym ironia wydaje się szczera. Jakie niby są podstawy ironizowania z struktur władzy, skoro ironiczny opis tak naprawdę nie dostarcza ządnej użytecznej ananlizy samemu ironiście? Polityka jest obszarem działania, rozumianego zroworozsądkowo – są ludzie, mają preferencje i działają. Pogląd polityczny z góry odrzucający możliwośc wyjścia z pułapki polityki i nie pokazujący, jak ją zaakceptować (tak piszę cały czas o tym, co napisał butters, w kontekście tego, że on zdaje się popiskiwać na władze kogoś gdzieś) jest żałosny, nie ironiczny.

Jak być utopistą – szkic

Posted in Uncategorized with tags , on Luty 14, 2010 by Jaś Skoczowski

Kolega butters z blogu, na którym fatalnie wstawia się wpisy był łaskaw, w dyskusji na portalu libertarian, coś takiego wymyślić,  że oczywiście podmiotowość się liczy, ale w zasadzie, to tylko jego. Rzecz w tym, że to jest albo-albo – albo jego, albo jego i kogoś jeszcze. Tako rzecze ja.

Zaraz mu komcia przypiedolę za to.

ps. Polski jetz zjebany, jak można preferować słowo wymyślić (dźwięk, jakby grzebać czymś gdzieś) od wy-my-sleć?