Archiwum dla Wrzesień, 2009

Memories

Posted in Uncategorized with tags , , on Wrzesień 30, 2009 by Jaś Skoczowski

Tak, nie chcę zapomnieć o tej wariatce. Też dlatego, że jest wariatką. I nie wiem, czy potrafię. Chciałbym, jeżeli to możliwe, choć się sensownie pożegnać, bez bycia dla siebie chujowym wzajemnie. I nie potrafię, postarała się, żeby się nie dało. Fuck. Ojapierdolekryste.

Niech Ci będzie dobrze, wariatko, tęsknie, więc nich Ci choć cholera będzie dobrze. Tak bardzo – bardzo. Chciałbym, żebyś wiedziała, że tego chcę. Nie dowiesz się kurwa, ale chciałbym. I chuj, że zacytuję klasyka.

Ja jak jajajajajajaja.

Posted in Uncategorized with tags , on Wrzesień 29, 2009 by Jaś Skoczowski

Bycie jednostką musi się zasadzać na odrębności od innych jednostek. Inaczej jedna jednostka mogłaby być tożsama z drugą i można byłoby zadać pytanie, czy nie jest tą drugą jednostką? Tą odrębność łatwo podważyć – nie różnimy się aż tak bardzo od siebie, żebyśmy w większości przypadków nie mogli porzucić, bez szkody dla wartości naszej wiedzy o nas, różnic nas dzielących. Np. potrafimy (my, czyli ludzie, nie my, czyli jednostki) posługiwać się mową, dotyczy to większości ludzi, wystarczająco dużej. O kompletnych niemotach więc całkiem wygodnie jest zapomnieć. To tylko przykład, cech które są wspólne przedstawicielom gatunku ludzkiego jest więcej. Dewiacje, cechy odróżniające jednego osobnika od drugiego, też występują. Ale zdecydowanie nie są jedynym wyznacznikiem człowieczeństwa, a wszyscy ludzie są ludźmi, prawda?

Nie ratuje odrębności też możliwość decydowania o sobie – determinizm taki czy inny od dawna ma wiernych fanów i trudno powiedzieć, żeby zostali kiedykolwiek całkiem pobici. A jeśli determiniści mają rację, jak rozgraniczyć autokreację od bycia tworzonym przez takie czynniki, jak geny czy środowisko? Tworzę siebie ja, czy moje geny? Jeśli moje geny lub środowisko, moja faktyczna autonomia zanika, chyba, że pozwolę na redukcje siebie do genów i środowiska, które nie może być unikatowe – jak niby moglibyśmy stwierdzić, że dwie osoby wychowywały się w tym samym/podobnym środowisku? Oczywiście i tak nie zostanie dowiedzione nieistnienie pewnych innych wpływów dotykających mnie, poza chowem i ekspresją genetyczną. Ale np. ślepy los kierujący tą częścią mnie wcale nie uczyni mnie odrębnym, a jeśli nie on, to co innego? Ślepy los będzie przecież twórcą nie tylko mnie, ale też innych, chyba, że jest jakiś indywidualny ślepy los, ale czym w takim jest, jeśli nie właśnie działającą jednostką? Inaczej trudno podejrzewać go indywidualizacje, mówienie o nim jest w zasadzie przyznaniem się do niewiedzy, co jak zobaczymy będzie też dotyczyło przyznanie czemuś niepowtarzalności, ale obszar niewiedzy nie jest zindywidualizowany, nie wiemy, co kształtuje wszystkich, a nie tylko tę określoną osobę.

Jednak te dwa problemy można, w moim mniemaniu, zgrabnie ominąć – można uznać, co wywoła grymas bólu u wielu antyindywidualistów (głównie tych, którzy atakują indywidualizm opisowy, nie normatywny czy aksjologiczny), że odrębność jest nieredukowalna. Po prostu jest, prosta i piękna. Rozumiemy ją, nie odwołując się do niczego innego. Albo i nie, ktoś może jej nie pojmować.

Stąd mogę być i zdeterminowany, i nieodróżnialny za pomocą mojego opisu od innych, i pozostawać unikatem, jakby to powiedzieli na BdB vel TT DKN – mocom wiązań chemicznych. Przemawia za takim ujęciem sprawy to, że naprawdę trudno wyobrazić sobie odtworzenie mnie całkowicie wierne w dokładnie tym samym czasie i miejscu.

Taki pogląd daje podwaliny dla skrajnego indywidualizmu, przy czym opisowego, a nie innego. Nie da się na tej podstawie stwierdzić wcale, że jednostkowość ma jakąś wartość, jest dobra lub zła, że powinna być albo realizowana, albo przeciwnie, zacierana. Ale jest i to uparcie jest. Nie da się jej prawdopodobnie naukowo badać, bo przecież, jak powtórzyliśmy, nie da się jej odtworzyć, stąd powtarzalne testy są wykluczone, a jak uprawiać naukę bez minimum powtarzalności? Nawet historia dotyczy w jakimś stopniu choćby ludzkiej fizjologii, która jednak w sposób powtarzalny się przejawia. Ja się nigdy nie powtórzę. Przenigdy.

Względem mnie więc dowolny opis i norma będą arbitralne – mogę pod nie podpadać tylko zgodnie z czyimś widzimisię, nigdy ze względu na jakąś konsekwencję rozumowania, bo jestem nieuchwytny dla dowolnego schematu pojęciowego. Czyli jeśli komuś wydaje się, że w jakkolwiek sposób opisałem jednostkę czy określiłem jej wartość lub prawo/obowiązek, właśnie popadł w grubaśny błąd. Ja podałem co najwyżej kilka negacji, które są prawdziwe nie o tyle, o ile prawdziwe jest pewne założenie dotyczące cech konstytutywnych jednostki, ale zgodnie z którymi po prostu pewne twierdzenia są fałszywe. Ale to nie ujawnia, które są prawdziwe, bo można wiedzieć, że coś jest fałszywe, wiedzieć, że jest prawdziwe i jeszcze można wiedzieć, że się nie wie. To, że znam prawdziwą negację nie oznacza wcale, że wiem, na jakie zdanie twierdzące można ją przetłumaczyć.

UWAGA: Jestem głęboko przekonany, że tak jak układ gwiazd może być niepowtarzalny, tak samo układ genów, więc genetyka może gwarantować unikatowość i tutaj właśnie się jebła moja koncepcja.

Presents! For me!

Posted in Uncategorized with tags , , , , on Wrzesień 21, 2009 by Jaś Skoczowski

Dostałem 5 kamyków. Nie cztery, nie sześć, 5. Jeden jest z Czarnej Hańczy. Dwa z Dolnego Lasu obok Serw, jeden z Wyspy Kormoranów obok Serw i jeden z Otmuchowa. I tak mnie zaczarowała Pani Kamykowa, Królowa Wszystkich Kamyków, obym służył Jej po wieki.

Człowiek z Marsa spotkał Człowieka z Księżyca i spoglądali sobie na Ziemię przez chwilę. Dziękuję.

Niewczesne aaaaaa-ha

Posted in Uncategorized with tags , , , on Wrzesień 20, 2009 by Jaś Skoczowski

Nie chodzi o to, że nie wierzę w nic, chodzi o wiedzę, że mogę wierzyć, mogę zaprzeczać i mogę nie wierzyć. I tylko w niewierze, w zwątpieniu ta cenna wiedza jest dostępna w całkowitej pełni, bo w niej te trzy postawy zajmują to samo miejsce w hierarchii poznawczej, żadne nie jest bardziej poprawne czy prawdziwe. Dlatego to co nazywam niewiarą wcale nie jest zaprzeczeniem i nie jest leniwą bezmyślnością. Jest umiejętnością pomyślenia sobie jak największej liczby różnych alternatyw i rozpatrzenia, jakie relacje je łączą. A potem pozostaje ucichnąć, nawet tak w środku, z (auto)ironicznym uśmiechem i dumną świadomością zrobienia czegoś zupełnie zbędnego. :)

A poza tym: pomyliłem sie, pomyliłem się…

Posted in Uncategorized with tags , on Wrzesień 18, 2009 by Jaś Skoczowski

Nie ma. Prawie na pewno. Ja dalej chcę itd, itp, ale ja po prostu jestem nudnym obsesjonatem.

Filozofują(c) Twoją Starą

Posted in Uncategorized with tags , on Wrzesień 18, 2009 by Jaś Skoczowski

Diogenes i Epikur, starzy znajomi, spotykają się w Śrubie. Diogenes przychodzi jako drugi, lekko spóźniony. Epikurowi świecą oczy, wstaje, rzuca się na Diogenesa, głośno śmieje, łapie go w objęcia. Diogenes przyjmuje to z cichym uśmiechem i zamawia małe piwo u Hermesa. Popijają. Diogenes pije pośpiesznie, moczy sobie brodę, oblewa koszulkę, po czym wciera w nią to co się mu ulało i podziwia dziurę: tę odsłaniającą pępek, tę koło żeber i tę, przez którą wychodzą włosy z torsu. Następnie szuka-patrzy, czy coś nie zostało na innych stolikach, żeby zlać. Kiedy już widzi i chce wstać, Epikur łapie go za nadgarstek i spogląda mu głęboko w oczy:
– Daj spokój, ja stawiam.
Diogi przyjmuje to prawie ze stoickim spokojem, choć błysk w jego oku zdradza lekkie, alkoholowe w swej genezie, podniecenie. No i piją dalej. I rozmawiają. Temat rozmowy nie jest tak ważny dla żadnego z nich, więc skaczą z polityki na filozofię nauki, z filozofii nauki do epistemologii, zatrzymują się przy ontologii dokładnie wtedy, kiedy ich stan nasączenia już nie pozwala im mówić wyraźnie, a w końcu kończą na kobietach i przyjaźni. Przecież nie będą mówili o tym, że Diogenesowi wysiadło ogrzewanie, right?

Gdy jest po wszystkim, wyjść może tylko jeden i on nie wie, jak ma na imię. Przy drzwiach zatrzymuje go Hermes. Delikatnie muska palcami jego powieki, te się zamykają, bierze go na ręce (skojarzenia z Pietą wskazane albo i nie) i zanosi do piwnicy, po czym zamyka ją na klucz. Jutro jak zwykle obudzą go krzykiem i stukotem. Ech..e

Pomimo

Posted in Uncategorized with tags , , , on Wrzesień 17, 2009 by Jaś Skoczowski

No było przykro i nie, to nie ja zacząłem, choć nie ma to dla mnie wiele znaczenia. Oraz: tak, chciałem czegoś zupełnie innego, ciągle chcę i chuj. Przecież i tak nie potrafisz tak, żeby było inaczej, prawda?