Poliamoryzm, czyli wielomiłość

Polega na tym, że ludzie pozwalają sobie wzajemnie pieprzyć ludzi i w dodatku – robić to z zangażowaniem, robić to tzw. miłością, czyli uczuciem takiej cholernie intensywnej sympatii do osoby, którą się pieprzy (tudzież rżnie, z którą się spółkuje, którą się bzyka. Ludzie nazywający to kochaniem tylko udają, że to robią. Naprawdę.).

Wydaje mi się to dość absurdalnym pomysłem. Czemu niby jeden człowiek miałby pozwalać drugiemu na coś, co w ogóle go nie dotyczy? No cóż, w monogamistycznej kulturze to, co inni ludzie robią ze sobą dotyczy Was drodzy czytelnicy. Stąd może być tak, że jeżeli ktoś teraz bzyka się z kimś, to może jakąś trzecią osobę „krzywdzić”. I jeśli Wy pójdziecie się bzykać z kimś po przeczytaniu tego, to też możecie kogoś „skrzywdzić”.

Co zabawne, krzywdzicie zazwyczaj tylko tych, z którymi „jesteście”. Zabawne, bo krzywdzicie tych z którymi „jesteście” (albo jeszcze lepiej „jesteście związani„) wtedy, gdy akurat z nimi nie jesteście zazwyczaj.

Stąd niektóre absurdy w sytuacji, w której się znajdujemy (pozornie monogamistycznej sytuacji) mogą być wyzwalające.

To teraz będę deklarował: chcę. I chcę zdecydowanie albo się cieszyć, że moja dziewczyna się bzyka i jest jej dobrze, nawet jeśli nie ze mną. Albo nawet mieć to gdzieś. I oczywiście, to lepiej, jeśli się bzyka czując sympatię do tego, z kimś się bzyka. Rżnięcie się z kimś, kto jest nam obojętny lub wstrętny mnie osobiście wydaje się wstrętne. Nie mam wibratora (chyba że w komórce… Hmmmm… :) ), ale mam nadzieję, że jakbym miał, to do niego też bym czuł sympatię. Albo byśmy się rozstali, no.

W każdym bądź razie, nawiązując do wcześniejszego-dzisiejszego postu, otwieram listę postulatów: polifuckingamorism. Here & now. Hard & fast.

Ps. Przypomniało mi się, można się jeszcze dupczyć. Uwaga dotycząca „kochania sieeee” pozostaje na swoim miejscu, solidnie okopana (twierdzę mej myśli wzniosłem ogromną, a wokół niej fosy, wilcze doły, mur).

Komentarzy 8 to “Poliamoryzm, czyli wielomiłość”

  1. ta. Coraz częściej dochodzę do wniosku że facetom, choć sami wymyślili monogamię, bardzo z nią nie pod drodze. z takiego multi-kulti-seksu tylko syfa można się nabawić…

  2. No i jasiu wieloseks to nie to samo co wielomiłość. Serio jak się bawisz z wibratorem to go kochasz od razu, czy lepiej: miłujesz?

  3. mrotchnypontchushzagwady Says:

    Hm, żeby ja to mógł sprawdzić, musiałabyś zadzwonić na komórkę. Ale jestem np. poważnie przywiązany do mojej gitary, a, że nie należę do automobilomaniaków, to w sumie Ona jest prawie dla mnie jak przedłużenie. Mnie przedłużenie. To w sposób oczywisty jest bliska. I ją to kocham. Nie tak jak ludzi, ale to kwestia stopnia, ludzie są smaczniejsi. Ale dalej ją kocham, tylko mniej.

    Co monogamii wymyślonej przez facetów: bo może (tylko może!) ją wymyślillilili inni faceci, niż Ci, którym się nie podoba? :) Co do syfa – no można złapać, jak chce się pieprzyć z przemysłową ilością. Dwóch-trzech stałych partnerów którzy nie są pojebani (nie są dyskotekowymi koneserami na przykład) to chyba nic groźnego. Tak myślę. I szczerze wątpię, czyli poli jest wymysłem chłopców, dla chłopców przez chłopców. Zdrady następują. Uczestniczą w nich kobiety i mężczyźni. Face the facts.

  4. Zdrada istnieje o tyle o ile istnieje monogamia. w Przypadku poligamii pojęcie zdrady traci sens. to że ludzie się zdradzają – cóż rzecz ludzka, tak samo jak i to że formalnie żądają od siebie monogamii: chcą mieć wyłaczność na partnera – cóż widać taka natura miłości..

  5. mrotchnypontchushzagwady Says:

    Natura-śratura.

  6. niech ci będzie: tym się zazwyczaj miłość objawia, lub po prostu pragnienie wyłączności zdaje się często towarzyszyć miłości i pal licho czy to wynika z natury czy śratury miłości czy nie.

  7. mrotchnypontchushzagwady Says:

    „niech ci będzie”. Wygrałem. :D . :* .

    Przypominam, że zdziecinnieć może tylko ktoś, kto wcześniej wyrósł. :P

  8. Od zawsze marzy mi się życie w związku poliamorycznym (już jako szesnastka miałam jakieś tam wyobrażenia, jakie to byłoby super. Hipisi byli zawsze najbliższą mi subkulturą.) Ale pragnę też przyszłości z moim facetem, którego kocham najbardziej na świecie, jest mi z nim g-e-n-i-a-l-n-i-e. Tyle, że on absolutnie nie uznaje „takich bzdur”. I nijak tego się nie da pogodzić. Co więcej – o ile bzykać mnie lubi, to pieprzenie czy rżnięcie go śmieszy. Seks jest doskonały, ale dość powtarzalny (zdarzają się urozmaicenia, ale to tylko gdy oboje mamy siłę i czas, czyli nie tak często. Może po prostu mamy teraz taki okres, że jesteśmy zmęczonymi ludźmi). Trochę mnie boli takie rozdarcie, że chcę i jego, i innych też. Tzn. nie potrzebuję go zdradzać, ale chyba po prostu chciałabym samej tej formy kochania kilku osób, życia z nimi i nie krycia się z tym. Wydaje mi się najbardziej szczera i naturalna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s