Archiwum dla Maj, 2008

pęcherze na odbycie.

Posted in Uncategorized with tags , , on Maj 30, 2008 by Jaś Skoczowski

EDIT: Na moim urządzeniu do szpiegowania Szanownych Czytelników wyczytałem, że czytacie toto. Zobaczyłem sobie toto i zobaczyłem durne błędy. I postarałem się je usunąć.

o moim swoistym amoralizmie już pisałem. teraz napiszę, po co on.

z jednej strony język normatywny jest atrakcyjny. zarówno jego składnia, jak i próby ucieleśniania norm. fascynujące jest, jak ludzie myślą o normach, jak regulują swoje działanie w związku z nimi. poza tym, ponieważ wielu ludzi to nie amoraliści, po prostu warto coś wiedzieć o etyce, tak samo jak warto znać zwyczaje ludzi wśród których się żyje. stąd mój amoralizm nie jest epistemologiczny. nie wykluczam, że wiedza o normach może być przyjemna lub przydatna do czegoś. choćby jako łamigłówka.

ale same przyjmowanie norm nie bawi mnie. mogę badać ludzi mających pewne normatywne przekonania dotyczące nich samych i innych ludzi. ale nie chcę przyjąć żadnego zdania, zgodnie z którym ja coś powinienem. albo ktoś inny. albo, że mi wolno, lub komuś wolno. bo to jest absurdalny pogląd. jeśli wykluczy się jakiś zewnętrzny przymus, to pogląd normatywny ma taką budowę – ktoś mówi, że niezależnie od jego woli komuś przysługuje uprawnienie, lub jest ktoś jest do czegoś zobowiązany. przypisanie komuś prawa lub obowiązku jest dziwne właśnie dlatego, że jest niezależne od przymusu z zewnątrz – ktoś musi lub może, nawet gdy nie ma nikogo, kto by go do tego zmuszał lub mu pozwalał, oprócz jego samego. teraz, jaką miałoby mieć wartość dla mnie to, że ktoś objęty jest normą niezgodną z moją wolą? wiem, że dla kogoś ma to znaczenie pewnie. ale niech ktoś znajdzie jakąś przeszkodę dla tego, bym ja po prostu był wobec norm obojętny? załóżmy, że nie należy sypiać z cudzymi żonami. co niby miałoby sprawić, że nie pójdę do łózka z piękną mężatką, poza normą, którą przecież mogę dobrowolnie wykonać lub nie? ewentualnie, dlaczego miałbym powiedzieć, że nie idę do łóżka z mężatką, bo tak nie należy robić? przecież mógłbym powiedzieć, że nie idę, bo nie, albo, bo nie chcę i to by mi wystarczyło za wyjaśnienie.

mogę oczywiście działać w zgodzie z moją wolą lub wbrew niej oraz – bez związku z nią, po prostu coś robić. ale to nie ma nic do rzeczy – nawet jeśli działam wbrew sobie, to dlatego, że chcę wykluczających się rzeczy i wybieram jedną z nich. jeśli działam niezależnie od mojej woli, ale nie wbrew niej, po prostu działam bezwolnie, tak radykalnie spontanicznie. bez najmniejszego baczenia na to, czy tak powinno, czy nie powinno być. do rozstrzygnięcia konfliktu wartości muszę podjąć decyzję, może dokonać w swojej głowie przewartościowania. ale nie muszę w ogóle przyjmować norm do moich poglądów. coś może mieć wartość (np. być dobre) po prostu dlatego, że mi się podoba. a wcale nie podoba mi się to, co jest słuszne lub niesłuszne. tylko to, co mi się podoba.

jeśli norm nie da się więc zredukować do decyzji i wartościowania, subiektywnego, to są dla mnie prostu ekstrawaganckim dziwactwem. zajmowanie się nimi, czyli etyka, może być co najwyżej hobby. stąd to co nazwałem „amoralizmem w działaniu” jest najwygodniejszym, co przychodzi mi do głowy. i polecam tą myśl innym, nie krępujcie się, bez obawy. to open source’owy produkt, w dodatku pełny DIY. oczywiście, to nie znaczy że usługi erotyczno-kulinarno-narkotyczne są niemile widziane.


remember – happy pussy day can be your everyday!

anarchizm czyli cipka

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 29, 2008 by Jaś Skoczowski

pochwaliłem zmniejszanie obszarów, jakie miałyby zajmować monopole przemocy. ale to nie wszystko. atrakcyjne byłoby dla mnie też zmniejszanie każdorazowe liczby ludzi, która podlega takiemu monopolowi.

no i niezależnie od przemocy, podoba mi sie pomysł, by zasady, którymi mają być objęci ludzie były tworzone przez tych ludzi, w małych grupach, maksymalnie dobrowolnie.

przydatne byłyby też granice czasowe. np. w starotestamentowym prawie żydowskim gospodarz bezkarnie mógł zabić włamywacza, ale nocą. czyli tylko w takim czasie prawo to pozwalało mu być monopolistą.

te zdania to efekt dyskusji nad aborcją. biorąc pod uwagę, że jest więcej takich tematów, o których ludzie po prostu nie potrafią rozmawiać choć w minimalnym stopniu zgodnie, najprostszym dla mnie rozwiązaniem byłoby właśnie takie rozdrobnienie władzy.

i ciastko z kremem. i wisienką.

cipka, cipka, cipka, cipka.

beware of raw potatoes!

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 26, 2008 by Jaś Skoczowski

The DEA’s Administrative Law Judge, Francis Young concluded: „In strict medical terms marijuana is far safer than many foods we commonly consume. For example, eating 10 raw potatoes can result in a toxic response. By comparison, it is physically impossible to eat enough marijuana to induce death. Marijuana in its natural form is one of the safest therapeutically active substances known to man. By any measure of rational analysis marijuana can be safely used within the supervised routine of medical care.:

Source:  US Department of Justice, Drug Enforcement Agency, „In the Matter of Marijuana Rescheduling Petition,” [Docket #86-22], (September 6, 1988), p. 57.

księżniczki współpracują z DEA!

Posted in Uncategorized with tags , , , , , on Maj 19, 2008 by Jaś Skoczowski

no.

EDIT: Drodzy czytelnicy, obawiam się, że nie potrafię dobrze dobierać linków, bo w zasadzie w każdym ze starych linków czai się rozczarowanie, przepraszam. Tu miała być urocza informacja o tym, jak facet chciał pocałować żabę i go za to zamknęli. Żabka oczywiście wytwarzała psychoaktywny jad.

wyznanie.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , on Maj 15, 2008 by Jaś Skoczowski

moja siostra już wie, więc wam powiem. jestem robaklem. prosto z Syriusza. moim celem jest to, byście mi służyli jako zabawki. chcę nawijać wasze dusze na palce, rozciągać je, miażdżyć i prażyć w mikrofalce.

pifpafikuf rządamy! :)

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 8, 2008 by Jaś Skoczowski

no.

Feyerabend powalony!

Posted in Uncategorized with tags , , , on Maj 5, 2008 by Jaś Skoczowski

najpierw ten rodzynek.

teraz ten fragment z rodzynka:

Moreover, recent neurophysiological research has shown that all perception does not involve conceptualization. Psychologist Edward Hundert explains:

„If someone loses the primary visual cortex (say, because of a tumor), they lose their vision; they go almost totally blind. But if they just lose the secondary or tertiary visual cortex, they manifest an unusual condition called visual agnosia. In this condition, visual acuity is normal (the person could correctly identify the orientation of the „E’s” on an eye chart). But they lose the ability to identify, name, or match even simple objects in any part of their visual field. . . . This model can be translated into psychological terms as endorsing a functional distinction between „perception” (input analysis) and „cognition” (central processing). . . .It is easy to see the evolutionary advantage of this whole scheme, with its „upward” input analysis: if our transducers were hooked directly to our central systems, we would spend most of our time seeing (hearing, etc.) the world the way we remember, believe, or expect the world to be. The recognition of novelty — of unexpected stimuli — has extremely obvious evolutionary advantage, and is made possible only by the separation of transducers and central systems by „dumb” input analyzers. (Hundert 1987, 413, 420–21)”

Neurophysiological research suggests that not all observation is theory-laden, for there are two types of observation: discrimination and recognition. Recognition may involve the use of concepts, but discrimination does not. For if it did, we could never perceive anything new.

co w tym jest słodkie? ano to, że zmysłowe dane, które docierają do nas, nie mogą być w jakikolwiek sposób sklasyfikowane bez urządzenia do interpretacji ich – nie potrafimy wyróżnić najprostszych przedmiotów bez nich. możemy co najwyżej podać lokalizację. zastanawiam się, w jaki sposób pacjenci odkrywali to „E”, bez identyfikacji. podejrzewam, że widzieli gdzie jest wskazane „coś” (pytanie, czy w ogóle potrafiliby to nazwać choćby czymś? tego ten fragmencik raczej nie zawiera). bez sprawnej części mózgu odpowiedzialnej za organizowanie tego, co widzimy, nie moglibyśmy tego czegoś rozpoznać czy odróżnić od czegoś innego. przed oczami mielibyśmy coś w stylu bardzo barwnego pawia, coś jak rzyganie drinkami…

a argument przeciwko Feyerabendowi brzmiał tak, że nasze postrzeganie nie jest całkiem zależne od naszych teorii (po ludzku – poglądów). no nie jest. bez narzędzia, które organizuje zmysłowe doświadczenie rzeczywiście widzimy. co? no… eee… coś. wyobraźmy sobie teraz eksperyment, mający przesądzić o przyjęciu jakiegoś zdania lub odrzuceniu go, który funkcjonowałby na podstawie takich doświadczeń. załóżmy, że eksperyment przemawia za odrzuceniem tego zdania. konkluzja mogłaby wtedy brzmieć „coś sprawia, że to zdanie jest fałszywe”. jak mawiał jeden pan taki – rewelacja!