“To be stronger than life itself, to say no to setting sun, to breathe life into life, as if tomorow would never come.”

Posted in Uncategorized on Sierpień 29, 2016 by Jaś Skoczowski

Tytuł zaczerpnięty z Black Book Volume II – Extreme Twisted Man autorstwa Dr. Christophera Hyatta, utwór zainspirowany przez niego i Dewianta

jeśli jesteś mi bliski, jeśli jesteś bliska,
a jesteście, jesteście
raj, piekło i niebo – żadne z nich nie jest waszym domem
w każdym już byliście, prawie na pewno
bo od urodzin swoich kręcicie się w kółko
a domu nigdy nie było
była zawsze tęsknota
bez niej umarlibyście
i bez życia wypełnialibyście czas
między jednym, a drugim snem

nienawidzicie granic,
dlatego wiem, że to wam się nie spodoba
ale nie wolno wam uciekać
przed bólem, śmiercią i brakiem, które są samym życiem
przed radością i pulsem, i oddechem, które są samym życiem
tak, obawiam się, że są tym samym
i że nie mamy niczego innego
i tak, nie wiele mamy o nich pojęcia

dobra, koniec z wskazywaniem wam co robić!
czas na pytania
co niby ma być poza naszym kieratem?
a co jeśli nie ma nic?
jak wiele niczego możesz znieść?
a co jeśli tam, gdzie wydaje się, że masz siebie
jest tylko nic?
nie, nie, nie licz na żadne odpowiedzi

dobra, a teraz przerywnik na bezmyślnośc lepszy od reklam
są takie chwile i nazywam je pięknymi
też je znasz?
te momenty, gdy po prostu jest dobrze, więc pieknie, więc słusznie
łatwe i proste momenty ulgi, łagodności, radości, czego tam
dziękujcie za nie
możecie nawet się modlić dziękczynnie i uwierzyć, choćby w Boga
ale bądźcie bardzo ostrożni

cała ta słodycz rozleniwia i czynni Cię nieprzytomnym
jak każdy chcesz po prostu, by było miło
ale kiedy tracisz przytomność, to Cię nie ma po prostu
miło więc też nie może być, najwyżej Ci się zdaje

lepiej już czasem bać się
nawet nie czegoś, tylko po prostu
zresztą wierz mi, on ciągle jest
przykryty i wygłuszony
lęk

a jeśli przy tym poczujesz się
zdezorientowany, zagubiony
zdezorientowana, zagubiona
to dobrze, to cudownie, to przepięknie
jeśli wtedy zatańczysz

Bulina 28.8.2016

wiersz: milczenie

Posted in Uncategorized on Maj 7, 2016 by Jaś Skoczowski

Korzybskiemu

chwile ciszy są bardzo ważne nawet, gdy chodzi o tak zwany “język”
bez ciszy nasza mowa i pisanie traci sens, spróbujcie, jak nie wierzycie

za słowami coś stoi
to mało popularna dziś myśl, ale tak jest
nie proszę was o wiarę, po prostu
najedzcie się rozmową o jedzeniu, jeśli jest inaczej

to-on-ona za słowami jest celem dla człowieka
nawet gdy on\a mówi czy pisze o słowach
to wtedy one milczą
i tak, zawsze on\a musi o czymś
pisać i mówić, i ciągle oddalać się w ten sposób
przybliżając jednocześnie na tyle, na ile tylko może

chyba, że bełkocze lub milczy
i tu chcę przywołać waszą uwagę
gdy milczysz lub bełkoczesz jesteś wolny
wyzwolony jesteś z “języka”

“i co z tego” spytasz?
przywołam tu mało popularne dziś słowo “prawda”
otóż, możesz zaznajomić się z panią “prawdą”, jeśli jesteś w stanie wiedzieć jakie jest to, o czym chcesz wiedzieć, jakie to jest
i nigdy nie wiesz, czy jesteś w stanie
po prostu wiesz lub nie jakie jest
i ta wiedza nie jest kwestią tylko twojego uznania

tym bardziej nigdy nie jest to tylko sprawą tego, że sobie powiesz lub napiszesz
że jesteś zdolny do poznania tego, co chcesz poznać
proszę Cię, nie oszukuj się w ten sposób
to naprawdę niesmaczne udawać, że się służy prawdzie, gdy się kłamie
to tylko wygodne i nic więcej

a wszystko to dlatego, (że) (ja)k już napisałem
że/za słowami coś stoi, a to znaczy że
słowa nie są tym, o czym są

bez milczenia bardzo trudno to uchwycić

tyle słów, żadnej tajemnicy, wszystko jasne.

Bulina 21.4.2016

wiersz: cały jestem z lęku

Posted in Uncategorized on Marzec 4, 2016 by Jaś Skoczowski

cały jestem z lęku
składam się z niezliczonych kawałków, które wrzeszczą z przerażenia
i mają racje
wkrótce umrą
a ich sztafeta też się skończy
cały jestem z lęku

z tym nie da się nic zrobić
znaczy się, nie, czekaj, wróć
się da
są słowa, które koją
gesty
przedmioty
miejsca
ludzie
a powtarzanie koi najbardziej
otępia

jest też miłość
na nią stać tylko tych, którzy zbierali wrzask wystarczająco długo
by stał się tłem, które jednak jest dalej żywe i nie zasypia
tłem? jakim tłem? jest powietrzem wtedy, jest krwią, jest kością, jest myślą, czuciem, i uczuciem, i wszystkim.
a miłość jest obłędem, na który nam pozwalają
tylko dlatego, że nie mogą jeszcze z nim nic zrobić
a oni rzecz jasna to my

miłość to inaczej mówiąc zdolność o zrobienia jednego kroku w stronę, która jest tą najbardziej niewłaściwą

wkrótce, choćby jutro albo za tysiąc lat
nie będzie nic
cały jestem z lęku
cały jestem z lęku
cały jestem z lęku

93/93

Bulina 4.3.2016

wiersz: Dusza i Wola

Posted in Uncategorized on Luty 27, 2016 by Jaś Skoczowski

fajnie jest mieć duszę
taką swoją
i kazać jej robić, co się chce, by się robiło
kazać robić duszy co się chce, by robiła
ale zdanie!

 

wola jest jak twarde coś
a dusza to oblepia
i ścieka z tego, kapiąc

 

dusza pozwala się ślizgać po świecie
z tą lekkością, która odbiera
rozum-uczucia-wrażenia-podrażnienia
gdyby nie to, że możesz przewrócic się ślizgajać się na duszy
straciłbyś (lub straciłabyś) całkiem wolę!

 

wola wcale nie jest prosta, tak, tak, panie Nietzsche!
jest twarda, bo jest gęsta
gęstsza od duszy
Gęsta, bo ma tak wiele części, a każda z nich mówi drugiej “nie!”
dusza to ta słodka maź, łykasz ją, ślizgając się
i zapominasz
uważaj!

 

czy dusza klei wolę? czy wola nie jest tylko śmiesznym kolażem sklejonym na prędce przez duszę?

 

ja chcę x
“Ja” i “chcę”, dwa śmieszne słowa w zdaniu
śmiej się! drżyj się ze śmiechu
pamiętaj!
pamiętaj, że te drgawki
to tak naprawdę strach
i śmiej się, właśnie tak!

 

rodzisz się i zazwyczaj płaczesz (tak, robiłeś to, lub robiłaś, już kilka razy), przerażony lub przerażona
i będziesz płakał jeszcze wiele razy. Lub płakała.
i kulił się, przyjmował pozycję płodu. Itd.
śmiech jest ciągiem dalszym tego
a przestaniesz się śmiać i kulić, jak umrzesz
i wszystko zacznie się od nowa

 

Bulina 26.2.2016

opowiadanie: Gospoda na dnie moża

Posted in Uncategorized on Luty 10, 2016 by Jaś Skoczowski

Dno Moża jest suche. No prawie. Inaczej – jest wilgotne, ale przecież nie zalane morzem, właśnie. Stoi tam, pośrodku samego dna, gospoda. Latają do okoła niej latające ryby, śpiewając – nauczyły się tego, ponieważ tylko wtedy ludzie mieszkający na Dnie rzucają im smakołyki, a z czego ma żyć ryba, gdy woda w jej morzu wyshnie, jesli nie z żebrania? Samotna czapla spaceruje po dachu. Sam dach porośnięty jest wysoką trawą.
Gospoda stoi wśród bagien, ale to nic nie szkodzi. Przychodzą do niej tłumy diabłów.
Przy stole w rogu usiadło dwóch. A w zasadzie trzech, ale jeden, choć siedzi po środku, to go nie widzą. Albo raczej: wcale nie chcą go ani widzieć, ani o nim pamiętać, tego by jeszcze brakowało!
Zbyt zajęci są swym narzekaniem. To zwyczajne diabły pociągowo-popychowe, ciągną (lub pchają) wóz Wielkiego Baala. To wielkie, metalowe pudło z kołami, wyższe od nich, a w nim i nad nim jest kupa gówna. A na tej siedzi Baal, a w okół niego tańczą jego wierne żony i córki zarazem, muchy. Baal, by obnosić swą chwałę potrzebuje się wozić, przecież cała chwała by uleciała (a smród by pozostał), gdyby zamiast tego Baal chodził na piechotę, obsmarowany swym bogactwem. Wyglądałby przecież wtedy jak imponujący, ale jednak tylko imponujący swoimi rozmiarami (jak wspomniałem, jest Wielki), rogaty koleś obsmarowany gównem, w okół którego latają muchy. Podziw mieszałby się z absurdem, w proporcjach, które dla Baala są niedopuszczalne. Dlatego wielki, żelazny wóz jest koniecznością. I stąd całe mnóstwo diabłów ma zajęcie.
Diabły o których piszę nie są z tych najlepszych diabłów. Jest wiele szeregów ciągaczy-popychaczy. Czym bliżej są wozu, tym bardziej mogą czuć się wyróżnieni. Ale oni są dopiero w dwudziestym trzecim szeregu, ci dwaj, razem z tym trzecim malutkim diabełkiem. Ale nie, nie uważają się za sobie równych – to znaczy, nie uważają, jeden i drugi, by ktokolwiek mu dorównywał, w tym jego rozmówca. Nie wspominam o tym, co myślą o maluchu, który się przyplątał z nimi i który siedzi, i słucha ich, z szeroko otworzonymi oczami, które są wielkie, czarne i wydają się zadziwiająco bystre, i wesołe. Nie wspominam, bo ich zdanie o nim jest milczące, bo ich pogarda dla tego cholernego mikrusa jest niewyrażalna. Nie potrafi nadążyć na jego krótkich nóżkach, więc od czasu do czasu potrzebuje kopa. I pomimo tego, zamiast przyjąć swój los, takim, jaki jest – beznadziejnym, ciężkim, smutnym, on robi to swoje lalalala. Oczywiście do czasu, gdy dostanie drugiego porządkowego kopa, wtedy cichnie.
Na co narzekają? Że za mało jest do ciągnięcia i za mało do podziału, że jak przyjdzie więcej, to też źle, bo będzie ciężej, że Ci za nimi to leniwe kurwy, że Ci przed nimi to nadambitni chujowie. Tu przystańmy: żeby awansować, czyli dostać się do tylnich szeregów musisz pchać się do przodu. Baal patrzy w przód, nie pod nogi czy koła swojego wozu, patrzy w dal, za horyzont, dostojnie i tylko jeśli jesteś w stanie pchać wóz w najprzedniejszym szeregu i jeśli robisz to dobrze (a dobrze znaczy, że Cię boli i mdlejesz, i robisz pod siebie – czego spodziewać się od króla much, które żerują na wszelkim odpadzie?), może Cię dostrzec i docenić.
Narzekają też na to, że czasu wolnego jest za mało, bo nie mogą wypocząć i że jest go za dużo, by nie “rozmięknąć”, by nie wylecieć z rytmu. Narzekają na każdego, kto ich dozoruje i na każdego, kogo muszą pilnować (oczywiście poza naszym trzecim, małym kolegą, o nim ciągle i solidarnie milczą). Boleją też nad fatalną pogodą – bo rzeczywiście, jest ona charakterystyczna, na Dnie rzadko widać słońce, nierzadko pada, wszystko więc jakby nieco szarawe.
Podejrzewają też, że góra gówna, tron Baala, który ciągną razem z Baalem, siedzącym na tronie, swój rozmiar zawdzięcza bardziej im, dzielnym diabłom pociągowo-popychowym, niż jego Świętej Dupie. To sprawia, że przez chwilę (krótką) odczuwają bladą sympatię do swoich kolegów z pracy.
Diabełek w tym czasie pije swoje małe piwko (nie podniósłby większego kufla, pije więc z małego kufelka. Dla dzieci) i nabija swoją fajeczkę. Rozkruszył najpierw co tam do fajeczki chce wbić, ale wtedy jeden z diabłów westchnął żałośnie i się rozwiało. Nakruszył znowu i wtedy drugi Diabeł machnął ogonem i znowu wszystko się rozwiało. To Diabełek na chwilę zeskoczył z ławy pod stół i tam nabił fajeczkę. Zadowolony siedzi, cieszy się, że zwyciężył. Gdy zapala jest pewny, że zawsze zwycięża.
Jego ogon, dość długi, zakończony jest drugim pyskiem. Pełnym zębów, nie widać go, bo jest też obrośnięty grubym włosem. Dwa duże diabły nie wiedzą kilku rzeczy o małym, ale z rzeczy ważnych nie wiedzą w zasadzie tylko dwóch: mały ciągnie wóz Baala, ale jest wyznawcą Molocha. Mięso istot jego własnego gatunku smakuje mu najlepiej i jest dla niego też najzdrowsze – a przynajmniej o n w to gorąco wierzy. W zasadzie jest jeszcze jedno, co diabły powinny wiedzieć: od co najmniej półtorej godziny podgryza łydki swoich współpracowników. Jest mu słodko od ich zasysanej krwi. Oni nic nie czują, są tak porobieni.
Słońce całkiem zajdzie, noc minie, rano zostaną tylko gadające kości i mały diabełek, syty i wzdęty.
Jego oczy, czarne, ogromne, błyszczeć będą z rozkoszy.

Bulina 10.1.2016

wiersz: aksjologia

Posted in Uncategorized on Styczeń 25, 2016 by Jaś Skoczowski

najwyższe dobro leży w akceptacji zła
bez niej brak jest wyrozumiałości
cnoty cnót

kto nie jest wyrozumiały
ten bez trudu wytępiłby ludzi
gdyby mógł

9.1.2016 Bulina

wiersz: lubię patrzyć jak jesz

Posted in Uncategorized on Styczeń 21, 2016 by Jaś Skoczowski

lubię patrzyć jak jesz
jak w Tobie znika jedzenie
jak oddychasz, zabierając tlen światu
jak patrzysz
ruszasz się
dotykasz
pierdzisz
mówisz, lubię, jak mówisz do mnie

gdy słucham nie jestem spokojny,
ponieważ wiem, że muszę odpowiedzieć,
że to jest moja cała powinność wobec świata
jedyna i niezbyt wymagająca
i przyjemna
i moja, należy do mnie

mam czasem ciężko z Tobą milczeć
czuję się jakbym tracił
jedzenie, tlen, ruch, dotyk, wzrok, smród, mowę
jesteśmy rozdzieleni mózgami i tak musi być
tak mają ludzie
swoją drogą ludzie byliby bez Ciebie nieznośni
nieznośni

12.1.2016 Bulina