Moje poglądy zaczynają być dla mnie niewygodne. Zbyt łatwo przyjmuję je, angażuję się w nie. Zamiast zastanawiać się nad tym, co może w nich wzbudzać moje wątpliwości, tylko je głoszę. Na przykład, zauważyłem, że postulat suwerenności dla każdego albo jest zbyt radykalny, albo nie nadaje się do konsekwentnego wyciągania z niego wniosków, jeśli ja mam je wyciągać. Ale dalej go głosiłem czy rzeczy podobne, zamiast innym ludziom wskazywać, że są wątpliwe, może dlatego, że to nie byłoby takie łorginalne. Choćby w tej dyskusji pod tym wpisem próbowałem właśnie głosić i nagle mnie się rozjaśniło, że tak robię. Chciałem sobie popolemizować z Orlińskim (rozmawiałem z Orlińskim! Rozmawiałem z Orlińskim! To co, że go nie dotknąłem i przez internet!) i nagle pojąłem, że jeśli chcę tak dokładnie i z pełnym przekonaniem argumentować, to muszę się cofać i cofać. A tu napisać, że ja nie wiem, a tu, że nie jestem pewien, a tu, że tak całkiem to nie popieram itd.
Z jednej strony to przykre, że taki gupok jestem. Z drugiej, dobrze wiedzieć, w końcu i tak siebie kocham, a teraz mogę robić to z wyrozumiałością.
Dla ożywienia atmosfery ankieta: