Archive for the filozofia Category

różnica.

Posted in filozofia ze znacznikami, , , , , on czerwiec 6, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

wprowadziłbym do mojego języka podział na język i obraz czy obrazy. obrazy przedstawiają mniej lub bardziej wiernie coś. język może przedstawiać lub nie przedstawiać to coś, czego dotyczy. i niezależnie od tego jest językiem. cechą języka jest to, że można go odnosić do czegoś zupełnie niezależnie od tego, czy w jakikolwiek sposób przypomina to, do czego jest odnoszony. w przypadku obrazu to niemożliwe. obraz może być językiem lub fragmentem języka lub kilkoma językami połączonymi chyba zawsze. ale nie każdy język musi być obrazem.

pęcherze na odbycie.

Posted in filozofia ze znacznikami, , on maj 30, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

o moim swoistym amoralizmie już pisałem. teraz napiszę, po co on.

z jednej strony język normatywny jest atrakcyjny. zarówno jego składnia, jak i próby ucieleśniania norm. fascynujące jest, jak ludzie myślą o normach, jak regulują swoje działanie w związku z nimi. poza tym, ponieważ wielu ludzi to nie amoraliści, po prostu warto coś wiedzieć o etyce, tak samo jak warto znać zwyczaje ludzi wśród których się żyje.stąd mój amoralizm nie jest epistemologiczny. nie wykluczam, że wiedza o normach może być przyjemna lub przydatna do czegoś. choćby jako łamigłówka.

ale same przyjmowanie norm nie bawi mnie. mogę badać ludzi mających pewne normatywne przekonania dotyczące nich samych i innych ludzi. ale nie chcę przyjąć żadnego zdania, zgodnie z którym ja coś powinienem. albo ktoś inny. albo, że mi wolno, lub komuś wolno. bo to jest absurdalny pogląd. jeśli wykluczy się jakiś zewnętrzny przymus, to pogląd normatywny ma taką budowę - ktoś mówi, że niezależnie od jego woli komuś przysługuje uprawnienie, lub jest ktoś jest do czegoś zobowiązany. przypisanie komuś prawa lub obowiązku jest dziwne właśnie dlatego, że jest niezależne od czyjegoś przymusu - ktoś musi lub może, nawet gdy nie ma nikogo, kto by go do tego zmuszał lub mu pozwalał. teraz, jaką miałoby mieć wartość dla mnie to, że ktoś objęty jest normą niezgodną z moją wolą? wiem, że dla kogoś ma to znaczenie pewnie. ale niech ktoś znajdzie jakąś przeszkodę dla tego, bym ja po prostu był wobec norm obojętny? załóżmy, że nie należy sypiać z cudzymi żonami. co niby miałoby sprawić, że nie pójdę do łózka z piękną mężatką, poza normą, którą przecież mogę dobrowolnie wykonać lub nie? ewentualnie, dlaczego miałbym powiedzieć, że nie idę do łóżka z mężatką, bo tak nie należy robić? przecież mógłbym powiedzieć, że nie idę, bo nie, albo, bo nie chcę i to by mi wystarczyło za wyjaśnienie.

mogę oczywiście działać w zgodzie z moją wolą lub wbrew niej, ale to nie ma nic do rzeczy - nawet jeśli działam wbrew sobie, to dlatego, że chcę wykluczających się rzeczy i wybieram jedną z nich. albo po prostu działam bezwolnie, tak radykalnie spontanicznie. bez najmniejszego baczenia na to, czy tak powinno, czy nie powinno być. do rozstrzygnięcia konfliktu wartości muszę podjąć decyzję, może dokonać w swojej głowie przewartościowania. ale nie muszę w ogóle przyjmować norm do moich poglądów. coś może mieć wartość (np. być dobre) po prostu dlatego, że mi się podoba. a wcale nie podoba mi się to, co jest słuszne lub niesłuszne. tylko to, co mi się podoba.

jeśli norm nie da się więc zredukować do decyzji i wartościowania, subiektywnego, to są dla mnie prostu ekstrawaganckim dziwactwem. zajmowanie się nimi, czyli etyka, może być co najwyżej hobby. stąd to co nazwałem “amoralizmem w działaniu” jest najwygodniejszym, co przychodzi mi do głowy. i polecam tą myśl innym, nie krępujcie się, bez obawy. to open source’owy produkt, w dodatku pełny DIY. oczywiście, to nie znaczy że usługi erotyczno-kulinarno-narkotyczne są niemile widziane.


remember - happy pussy day can be your everyday!

Feyerabend powalony!

Posted in filozofia ze znacznikami, , , on maj 5, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

najpierw ten rodzynek.

teraz ten fragment z rodzynka:

Moreover, recent neurophysiological research has shown that all perception does not involve conceptualization. Psychologist Edward Hundert explains:

“If someone loses the primary visual cortex (say, because of a tumor), they lose their vision; they go almost totally blind. But if they just lose the secondary or tertiary visual cortex, they manifest an unusual condition called visual agnosia. In this condition, visual acuity is normal (the person could correctly identify the orientation of the “E’s” on an eye chart). But they lose the ability to identify, name, or match even simple objects in any part of their visual field. . . . This model can be translated into psychological terms as endorsing a functional distinction between “perception” (input analysis) and “cognition” (central processing). . . .It is easy to see the evolutionary advantage of this whole scheme, with its “upward” input analysis: if our transducers were hooked directly to our central systems, we would spend most of our time seeing (hearing, etc.) the world the way we remember, believe, or expect the world to be. The recognition of novelty — of unexpected stimuli — has extremely obvious evolutionary advantage, and is made possible only by the separation of transducers and central systems by “dumb” input analyzers. (Hundert 1987, 413, 420–21)”

Neurophysiological research suggests that not all observation is theory-laden, for there are two types of observation: discrimination and recognition. Recognition may involve the use of concepts, but discrimination does not. For if it did, we could never perceive anything new.

co w tym jest słodkie? ano to, że zmysłowe dane, które docierają do nas, nie mogą być w jakikolwiek sposób sklasyfikowane bez urządzenia do interpretacji ich - nie potrafimy wyróżnić najprostszych przedmiotów bez nich. możemy co najwyżej podać lokalizację. zastanawiam się, w jaki sposób pacjenci odkrywali to “E”, bez identyfikacji. podejrzewam, że widzieli gdzie jest wskazane “coś” (pytanie, czy w ogóle potrafiliby to nazwać choćby czymś? tego ten fragmencik raczej nie zawiera). bez sprawnej części mózgu odpowiedzialnej za organizowanie tego, co widzimy, nie moglibyśmy tego czegoś rozpoznać czy odróżnić od czegoś innego. przed oczami mielibyśmy coś w stylu bardzo barwnego pawia, coś jak rzyganie drinkami…

a argument przeciwko Feyerabendowi brzmiał tak, że nasze postrzeganie nie jest całkiem zależne od naszych teorii (po ludzku - poglądów). no nie jest. bez narzędzia, które organizuje zmysłowe doświadczenie rzeczywiście widzimy. co? no… eee… coś. wyobraźmy sobie teraz eksperyment, mający przesądzić o przyjęciu jakiegoś zdania lub odrzuceniu go, który funkcjonowałby na podstawie takich doświadczeń. załóżmy, że eksperyment przemawia za odrzuceniem tego zdania. konkluzja mogłaby wtedy brzmieć “coś sprawia, że to zdanie jest fałszywe”. jak mawiał jeden pan taki - rewelacja!

i był sobie wielki robotniczo-patriotyczno-flagowo łyk end

Posted in filozofia ze znacznikami, , , , , , , on maj 4, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

4, czyli dziś, też był strażacki, ale to już nie mieści sie w tytule.

moje przypuszczenie brzmi tak: nasze cierpienia w znacznej mierze pochodzą z naszego opisu sytuacji, a nie z samej sytuacji. a opisy są w znacznej mierze niezależne od zmysłów, a to czego się dowiemy o sytuacji potrafi przecież wywołać nasze uczucia. to co myślimy nie jest zdeterminowane przez to co widzimy. przecież można popełniać błędy, prawda? poza tym ludzie o bardzo różnych poglądach, także na sprawy praktyczne, radzą sobie. jeśli teraz wszystkim tym rządzi cokolwiek niezależnego od naszej woli (wrażenia zmysłowe, wywoływane całkiem biernie w naszym ciele od zewnątrz), musi być tak, że nasze opisy tego nie są całkiem zdeterminowane przez to coś. inaczej niemożliwe byłoby popełnianie błędów ani niemożliwe byłoby, by różne poglądy praktyczne byłyby skuteczne.

nie tylko myślenie jest niezdeterminowane przez zmysły, ale zmysły są niezdeterminowane przez swoje przedmioty. dzieci potrafią rysować swoimi fekaliami. nie brzydzą się ich. nie czują tez zażenowania przy bawieniu się swoimi cipkami czy siurkami. trzeba ich dopiero tego nauczyć. tak samo trzeba ich nauczyć, do czego służy stół i łyżka. i rodzic, i państwo, i broń, i samolot, i “nie wolno”, i cokolwiek sobie pomyślicie jeszcze. wszystko nam to wpojono. są przypadki zarejestrowane takie, że przedstawiciele takiej czy innej grupy ludzi w ogóle nie widzieli np. statków, czy widzieli je jako chmury. w każdym przypadków o tym, co widzieli, myśleli i mówili ludzie decydowało nie to, jakie były przedmioty postrzegane, tylko jak je widzieli obserwujący. to jakie są przedmioty zależy od nas, a my od wychowania i genów. to nie subiektywizm, to po prostu obiektywizm zreformowany, samoświadomy i obdarzony samowiedzą.

oczywiście także same postrzeganie czegoś może nas boleć, więc druga hipoteza jest podobna do pierwszej - cierpimy przez przedmioty, bo widzimy je tak, a nie inaczej, a nie dlatego, że są jakieś.

jako optymista wierzę w to, że korzystnego postrzegania świata można sie nauczyć. choćby przez naśladowanie naszej dotychczasowej nauki, tylko świadome i ukierunkowane na bycie szczęśliwym. ważne jest usilne powtarzanie niektórych myśli, wielokrotne wywoływanie u siebie uczuć i ruszanie się wielokrotne w podobny sposób (uważam przy tym, że dziwnym trafem myśli można wywołać poprzez uczucia i ruchy, ruchy poprzez myśli i uczucia itd.). liczy sie też tzw. wdrukowywanie (imprinting), które różni się od nauki tym, że nie wymaga powtórzeń lub wymaga małej ilości powtórzeń, bo odbywa się w sprzyjających temu warunkach. np. pamiętam taki przykład z Vitusa Droshera, w którym słaba kaczka raz miała szczęście zwyciężyć w pojedynku i tak ja to rozochociło, że potem już zawsze wygrywała. widocznie sytuacja była wystarczająco sprzyjająca, by nauczyć się zwyciężać.

warto z tego powodu np. zmienić sobie swoje opisy na bardziej łaskawe dla nas.

tego wam życzę. i to tyle.

para-doksik

Posted in filozofia ze znacznikami on kwiecień 17, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jeśli jest jakiś obraz, to czym wierniejszy, tym bardziej jest kłamliwy. bo tym bardziej wydaje się nam, że obraz jest przedstawionym przedmiotem. a nim nie jest i nie będzie. jedynym obrazem, który jest tożsamy z tym, co przedstawia, jest sam przedmiot. jestem zadziwiony. jeśli teraz zdania prawdziwe miałyby być jakoś podobne do zdarzeń, które opisują, musiałyby być tym bardziej kłamstwami, czy bardziej odzwierciedlałyby to, co opisują. dlatego prawda jako analogia zdania i tego, co zdanie opisuje wydaje mi się kiepskim pomysłem.

fatalny pomysł

Posted in filozofia ze znacznikami, on kwiecień 13, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

z każdą nieudana próbą chcieć czegoś bardziej i bardziej. nie wiem, czy tego uczą nas rodzice, czy to wynik działania genów, ale  gorzej jest tylko sobie samemu strzelić w w kolano.

amoralizm w działaniu

Posted in filozofia ze znacznikami, , , , on kwiecień 12, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

tak, jak wygląda tytuł, tak właśnie nazywam mój pogląd na normy. nie rozstrzygam ostatecznie, czy mogą być fałszywe lub prawdziwe, czy nie - obydwa poglądy wydają mi się czasem atrakcyjne, a czasem nie. natomiast wiem jedno - siebie potrafię opisać bez norm. wystarczą mi do opisu samego siebie takie środki jak: chcę x, nie chcę x, nie potrafię zrobić nic innego niż x (a może nawet lepiej i przyjemniej powiedzieć po prostu robię x). no i do tego dochodzą zwykłe opisy innych, niż wymienione, myśli, uczuć i ruchów. oczywiście czasy w czasownikach można zmienić. no i można stosować synonimy.

bardzo mi się podoba ten język. dlatego wybieram go do opisu siebie. to właśnie jest mój pogląd, który nazywam amoralizmem w działaniu. po prostu wybieram brak norm w opisie siebie :).

najważniejsze prawo etyczne

Posted in filozofia ze znacznikami, , on marzec 30, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

rób to, czego niektórzy ludzie czasem chcą, żebyś robił.

to nie jest ironia. nie uważam, by istniała jakaś lepsza etyka niż ta. po prostu należy komuś się oddać w niewolę i się z tym pogodzić - to rozwiązuje możliwy konflikt. trzeba tylko zapomnieć o tym, że czegoś my chcemy i pozwolić innym chcieć za nas. no i najlepiej wybrać sobie dobrych dla nas panów. przynajmniej dopóki wszyscy nie staną się antymoralni zupełnie. i to w takim sensie antymoralni, że nie będą upierali się nawet przy tych zasadach, które im odpowiadają.

jasne, że można po prostu wybierać tylko taką etykę, na którą zupełnie się zgadzamy. i wtedy trudno mówić o niewolnictwie. tylko kto może całkiem pozwolić sobie na taki luksus? ja nie. znajduję więc radość w oddawaniu się niektórym czasami i nie potrzebuję już żadnych rzadkich zbytków.

konsekwencjalizm

Posted in filozofia ze znacznikami, , on marzec 22, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jako argument przeciwko konsekwencjalizmowi podaje się to, że nie znamy wszystkich konsekwencji naszych czynów.

zgadzam się, dodam nawet więcej - nie znamy często konsekwencji wielu innych faktów. a nawet zasad współwystępowania w czasie. człowiek, który buduje most, bo uznał, że mosty są dobre, niezależnie od konsekwencji ich budowania, dalej nie wie, czy zbuduje most na pewno - nie wie przecież, czy na pewno mu się uda.

jednak ludziom udaje się stawianie mostów, bo udaje się przewidywać konsekwencje niektórych zdarzeń. czemu nie mieliby skutecznie wybierać w ten sposób norm? jasne, możemy się pomylić. ale mnie się wydaje, że przydatną wiedzę trzeba zdobywać, narażając się, na popełnianie błędów.

ludzie zapominają w swoim myśleniu o jego początku.

Posted in filozofia on marzec 14, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jeśli o czymś pomyślimy, to najpierw pomyślimy coś o tym, co naszymi myślami nie jest. potem możemy pomyśleć o myślach o tym, co nie jest naszymi myślami. a potem o myślach o myślach. i tak do usranej śmierci.

ogromna część problemów rodzi się, gdy na którymś poziomie myśli o myślach odkrywamy coś zaskakującego czy takiego, co nie jest do przyjęcia. ludzie na przykład twierdzą, że jeżeli nie ma Boga, to zdanie “nie wolno zabijać niewinnych” jest fałszywe, dlatego że zakaz zabijania niewinnych można uzasadnić tylko wtedy, gdy Bóg tak każe. rzecz w tym, że w zdanie “nie wolno zabijać niewinnych” nie odnosi się do tego, czy wolno, czy nie, tylko do zabijania niewinnych. nawet jeśli zakaz nie jest uzasadniony, nie znaczy to wcale, że wolno robić to, czego dotyczy. może być po prostu prawdziwy, czemu nie? może być fundamentalnym prawem etyki np. takim, które samo nie wymaga uzasadnień, a wręcz jest świetnym uzasadnieniem dla innych zdań. w każdym razie, nie jest oczywiste, że zawsze trzeba odrzucać akurat zdania o tym, co naszymi myślami nie jest.

jednak niektórzy ludzie, w wielu dziedzinach, gotowi są odrzucić bez chwili zwątpienia myśli dotyczące tego, co nie jest naszymi myślami, ze względu na myśli o naszych myślach, tak jakby to nasze myśli musiały określać to co nie jest naszymi myślami. i z tym trzeba ostrożnie. warto choćby spytać się siebie, czy to da większą frajdę, czy nie, czy wręcz ją popsuje?

utożsamiam tu myśli ze zdaniami, a zdania z czymś takim, co albo jest takie P( ), albo jest skonstruowane z takich cosiów za pomocą spójników logicznych