<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Dlaczego chcemy bić ZOMO?</title>
	<atom:link href="http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/</link>
	<description>Cycki Na Wolności</description>
	<lastBuildDate>Sun, 13 Dec 2009 20:08:44 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Autor: Gammon No.82</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-908</link>
		<dc:creator>Gammon No.82</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 07 Jul 2009 11:46:17 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-908</guid>
		<description>@ mag 

&quot;I jeszcze cie się nie znudziło bełkotać o nie-całkiem-wiem-czym?&quot;

Już dawno, to Gospodarz nie może przestać.

&quot;Dla mnie kłócicie się o to, które z was wygra dyputę&quot;

Nieprawda, mnie to wisi nacią od pietruchy. On chce mnie przekonać do jakiegoś dziwnego instrumentalizmu czy też konwencjonalizmu, bo za tym też nie nadążam. Mnie, biednego drwala/roztrząsacza obornika. I wykorzystuje przy tym swoją niezaprzeczalną inteligencję i wiedzę.

&quot;Tymczasem tu nie ma wygranych – jest “wybrakowana wiedza” z którejpo prostu obaj wyciągacie odmienne wnioski.&quot;

To ta łyżeczka do herbaty jest, czy jej nie ma?

@ Jaś Skoczowski

&quot;Chciałem zdementować pogłoski, zgodnie z którymi nie ma istotnych różnic miedzy naszą rozmową, a zawodami plucia wzwyż.&quot;

No są różnice, bo tutaj nie ma ani zawodów, ani plucia, ani wzwyża.

&quot;Co do reszty ważnych wątków wypowiem się, jak nie będzie 5:43&quot;

A może lepiej nie, bo z nas ludzie szydzą.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ mag </p>
<p>&#8220;I jeszcze cie się nie znudziło bełkotać o nie-całkiem-wiem-czym?&#8221;</p>
<p>Już dawno, to Gospodarz nie może przestać.</p>
<p>&#8220;Dla mnie kłócicie się o to, które z was wygra dyputę&#8221;</p>
<p>Nieprawda, mnie to wisi nacią od pietruchy. On chce mnie przekonać do jakiegoś dziwnego instrumentalizmu czy też konwencjonalizmu, bo za tym też nie nadążam. Mnie, biednego drwala/roztrząsacza obornika. I wykorzystuje przy tym swoją niezaprzeczalną inteligencję i wiedzę.</p>
<p>&#8220;Tymczasem tu nie ma wygranych – jest “wybrakowana wiedza” z którejpo prostu obaj wyciągacie odmienne wnioski.&#8221;</p>
<p>To ta łyżeczka do herbaty jest, czy jej nie ma?</p>
<p>@ Jaś Skoczowski</p>
<p>&#8220;Chciałem zdementować pogłoski, zgodnie z którymi nie ma istotnych różnic miedzy naszą rozmową, a zawodami plucia wzwyż.&#8221;</p>
<p>No są różnice, bo tutaj nie ma ani zawodów, ani plucia, ani wzwyża.</p>
<p>&#8220;Co do reszty ważnych wątków wypowiem się, jak nie będzie 5:43&#8243;</p>
<p>A może lepiej nie, bo z nas ludzie szydzą.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Jaś Skoczowski</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-905</link>
		<dc:creator>Jaś Skoczowski</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 07 Jul 2009 03:44:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-905</guid>
		<description>Chciałem zdementować pogłoski, zgodnie z którymi nie ma istotnych różnic miedzy naszą rozmową, a zawodami plucia wzwyż.

Co do reszty ważnych wątków wypowiem się, jak nie będzie 5:43.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Chciałem zdementować pogłoski, zgodnie z którymi nie ma istotnych różnic miedzy naszą rozmową, a zawodami plucia wzwyż.</p>
<p>Co do reszty ważnych wątków wypowiem się, jak nie będzie 5:43.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: mag</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-901</link>
		<dc:creator>mag</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 23:40:17 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-901</guid>
		<description>&quot;Ja od początku nie całkiem wiem.&quot; No widać! :D I jeszcze cie się nie znudziło bełkotać o nie-całkiem-wiem-czym? :b;
dla mnie kłócicie się o to, które z was wygra dyputę. Tymczasem tu nie ma wygranych - jest &quot;wybrakowana wiedza&quot; z którejpo prostu obaj wyciągacie odmienne wnioski. 
nocne pozdro :)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;Ja od początku nie całkiem wiem.&#8221; No widać! :D I jeszcze cie się nie znudziło bełkotać o nie-całkiem-wiem-czym? :b;<br />
dla mnie kłócicie się o to, które z was wygra dyputę. Tymczasem tu nie ma wygranych &#8211; jest &#8220;wybrakowana wiedza&#8221; z którejpo prostu obaj wyciągacie odmienne wnioski.<br />
nocne pozdro :)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gammon No.82</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-895</link>
		<dc:creator>Gammon No.82</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 20:09:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-895</guid>
		<description>ERRATA oczywiście miało być
Mogę poznać zapach w t1, identyfikować w t2 i werbalizować to w t3.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>ERRATA oczywiście miało być<br />
Mogę poznać zapach w t1, identyfikować w t2 i werbalizować to w t3.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gammon No.82</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-894</link>
		<dc:creator>Gammon No.82</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 20:08:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-894</guid>
		<description>@ mag

&quot;Czy wy jeszcze wiecie o czym rozmawiacie, czy też dyskutujecie z nudów dla samego dyskutowania?&quot;

Ja od początku nie całkiem wiem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>@ mag</p>
<p>&#8220;Czy wy jeszcze wiecie o czym rozmawiacie, czy też dyskutujecie z nudów dla samego dyskutowania?&#8221;</p>
<p>Ja od początku nie całkiem wiem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: mag</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-892</link>
		<dc:creator>mag</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 20:05:36 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-892</guid>
		<description>Czy wy jeszcze wiecie o czym rozmawiacie, czy też dyskutujecie z nudów dla samego dyskutowania?
btw. i co jasiu złożyłeś papiery na dr.?
btw. musisz isć na ten film na którym byłam wczoraj z moniką (zack i miri kręcą porno) i nie ma &quot;ale&quot;
buźka</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Czy wy jeszcze wiecie o czym rozmawiacie, czy też dyskutujecie z nudów dla samego dyskutowania?<br />
btw. i co jasiu złożyłeś papiery na dr.?<br />
btw. musisz isć na ten film na którym byłam wczoraj z moniką (zack i miri kręcą porno) i nie ma &#8220;ale&#8221;<br />
buźka</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gammon No.82</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-893</link>
		<dc:creator>Gammon No.82</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 20:05:36 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-893</guid>
		<description>&quot;Na razie napisałeś o tej rzeczywistości, którą jakoś można za pomocą znaków określić.&quot;

Właśnie. Ona najpierw jest, a potem ty ją określasz. Ja określam. On określa.

&quot;I ta wiedza zawsze pozostanie tylko wiedzą Jasia, więc zasadniczo mozę być nawet taka, że będzie sprzeczna z tym, co napisałeś. I nie sprawdzisz tego.&quot;

E tam, tacit można przełożyć na explicit. W każdym razie można próbować.
W dzieciństwie często odwiedzałem Skarżysko-Kamienną, a w tamtych czasach nad tym miastem unosił się dziwny, chemiczny zapach. W wiele lat później dowiedziałem się, że to był jakiś tam ester woniejący z jakiejś tam fabryczki. Mogę poznać zapach w t1, identyfikować w t1 i werbalizować to w t3.

&quot;Boże, jak ja dawno nie byłem z kobietą. Uh. Sniff. Chlip.&quot;

Czego chlipiesz, twoja ontologia nie czyni zasadniczych różnic między kobietą i brakiem kobiety.
:-P

&quot;Ale po chuj Ci w takim razie odwoływanie się do jakiejkolwiek analogi, skoro w tym schemacie wystarczy odwoływanie się do uzasadnień?&quot;

Zaraz, jakich uzasadnień? Dedukcyjnych? No dyć żem mówił, że nie zamierzam zawracać sobie siedzenia budowaniem definicji analityczności, z których mógłbym coś tam wyprowadzać.

&quot;No, ale falsyfikacja nie polega na umieszczeniu zdań pojedynczych w tollensie.&quot;

Dyć było: hipoteza A i na dodatek pomocnicze B, C, D, E, F; rzeczywistość ci nie pasi? Odrzucasz A lub B lub C lub D lub E lub F lub logikę.

&quot;Anybody logiki nieklasyczne? Część z nich powstało z inspiracji empirycznej – wyniki eksperymentalne fizyki kwantowanej podpowiadały takie, a nie inne rozwiązania, zdaje się von Neumanowi. Na pewno do czegoś takiego odwołuje się Quine.&quot;

Na logikach nieklasycznych znam się w tym samym stopniu, co na systemie Hegla. Tzn. słyszałem, że jest. Quine&#039;a przeczytałem jakiś stary zbiór (&quot;Z punktu widzenia logiki&quot; bodajże) i nic więcej. Nie wczytywałem się jakoś strasznie, bo mi nie było potrzebne.

&quot;Najbanalniejszy przykład – sytuację niejasną (prawie łysy) można uznać za nie dajaća się uchwycić ostro, albo dopuścić sprzeczność (łysy i nie prawda, że łysy, zarazem).&quot;

To się nazywa logika rozmyta? Wielowartościowa? Jakieś coś popularnego na temat logik wielowartościowych czytałem. Nieboszczyka Grodzińskiego.

&quot;W sensie, że ich zobowiązania ontologiczne dotyczą tylko tego, co badają? Tak, zdecydowanie.&quot;

Zobowiązania ontologiczne. Znowu Quine, tak? Znowu nie rozumiem. Tak.
Zaraz, wróćmy o krok. Lekarz radiolog X ogląda rentgen kości udowej Jasia. Wykonuje opis kości udowej Jasia. Nie odnosi się do Jasia. Rentgen z opisem trafia do klinicysty Y, który zajmuje się Jasiem. Jasio istnieje dla Y-ka i nie istnieje dla X-a, bo dla X-a istnieje tylko kość udowa?

&quot;Dlatego, że znajomośc ontologi pozwala Ci ustalić, jakie założenia ontologiczne wymusza na Tobie jakiś język, który da się przetłumaczyć na klasyczny rachunek kwantyfikatorów.&quot;

Wracając do punktu startu: język znający negacje nie wymusza na mnie założenia bytów negatywnych. Wystarczy uznanie, że negacje odnoszą się do języka przedmiotowego, nie do przedmiotów. Do przedmiotów mogą się odnosić. Bardzo pośrednio.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;Na razie napisałeś o tej rzeczywistości, którą jakoś można za pomocą znaków określić.&#8221;</p>
<p>Właśnie. Ona najpierw jest, a potem ty ją określasz. Ja określam. On określa.</p>
<p>&#8220;I ta wiedza zawsze pozostanie tylko wiedzą Jasia, więc zasadniczo mozę być nawet taka, że będzie sprzeczna z tym, co napisałeś. I nie sprawdzisz tego.&#8221;</p>
<p>E tam, tacit można przełożyć na explicit. W każdym razie można próbować.<br />
W dzieciństwie często odwiedzałem Skarżysko-Kamienną, a w tamtych czasach nad tym miastem unosił się dziwny, chemiczny zapach. W wiele lat później dowiedziałem się, że to był jakiś tam ester woniejący z jakiejś tam fabryczki. Mogę poznać zapach w t1, identyfikować w t1 i werbalizować to w t3.</p>
<p>&#8220;Boże, jak ja dawno nie byłem z kobietą. Uh. Sniff. Chlip.&#8221;</p>
<p>Czego chlipiesz, twoja ontologia nie czyni zasadniczych różnic między kobietą i brakiem kobiety.<br />
:-P</p>
<p>&#8220;Ale po chuj Ci w takim razie odwoływanie się do jakiejkolwiek analogi, skoro w tym schemacie wystarczy odwoływanie się do uzasadnień?&#8221;</p>
<p>Zaraz, jakich uzasadnień? Dedukcyjnych? No dyć żem mówił, że nie zamierzam zawracać sobie siedzenia budowaniem definicji analityczności, z których mógłbym coś tam wyprowadzać.</p>
<p>&#8220;No, ale falsyfikacja nie polega na umieszczeniu zdań pojedynczych w tollensie.&#8221;</p>
<p>Dyć było: hipoteza A i na dodatek pomocnicze B, C, D, E, F; rzeczywistość ci nie pasi? Odrzucasz A lub B lub C lub D lub E lub F lub logikę.</p>
<p>&#8220;Anybody logiki nieklasyczne? Część z nich powstało z inspiracji empirycznej – wyniki eksperymentalne fizyki kwantowanej podpowiadały takie, a nie inne rozwiązania, zdaje się von Neumanowi. Na pewno do czegoś takiego odwołuje się Quine.&#8221;</p>
<p>Na logikach nieklasycznych znam się w tym samym stopniu, co na systemie Hegla. Tzn. słyszałem, że jest. Quine&#8217;a przeczytałem jakiś stary zbiór (&#8220;Z punktu widzenia logiki&#8221; bodajże) i nic więcej. Nie wczytywałem się jakoś strasznie, bo mi nie było potrzebne.</p>
<p>&#8220;Najbanalniejszy przykład – sytuację niejasną (prawie łysy) można uznać za nie dajaća się uchwycić ostro, albo dopuścić sprzeczność (łysy i nie prawda, że łysy, zarazem).&#8221;</p>
<p>To się nazywa logika rozmyta? Wielowartościowa? Jakieś coś popularnego na temat logik wielowartościowych czytałem. Nieboszczyka Grodzińskiego.</p>
<p>&#8220;W sensie, że ich zobowiązania ontologiczne dotyczą tylko tego, co badają? Tak, zdecydowanie.&#8221;</p>
<p>Zobowiązania ontologiczne. Znowu Quine, tak? Znowu nie rozumiem. Tak.<br />
Zaraz, wróćmy o krok. Lekarz radiolog X ogląda rentgen kości udowej Jasia. Wykonuje opis kości udowej Jasia. Nie odnosi się do Jasia. Rentgen z opisem trafia do klinicysty Y, który zajmuje się Jasiem. Jasio istnieje dla Y-ka i nie istnieje dla X-a, bo dla X-a istnieje tylko kość udowa?</p>
<p>&#8220;Dlatego, że znajomośc ontologi pozwala Ci ustalić, jakie założenia ontologiczne wymusza na Tobie jakiś język, który da się przetłumaczyć na klasyczny rachunek kwantyfikatorów.&#8221;</p>
<p>Wracając do punktu startu: język znający negacje nie wymusza na mnie założenia bytów negatywnych. Wystarczy uznanie, że negacje odnoszą się do języka przedmiotowego, nie do przedmiotów. Do przedmiotów mogą się odnosić. Bardzo pośrednio.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Jaś Skoczowski</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-886</link>
		<dc:creator>Jaś Skoczowski</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 06 Jul 2009 07:18:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-886</guid>
		<description>&lt;em&gt;I nie ma to żadnego znaczenia dla rzeczywistości, która istnieje sobie niezależnie od tego, czy jest badana przez jakiegoś osobnika, a nawet (w pewnych aspektach) niezależnie od istnienia tego, innego czy jakiegokolwiek osobnika.&lt;/em&gt;

Zapewne, tylko nie barszo rozumiem, o czym mówisz, bo zdajesz się sugerować, że możesz rozmwawiać o czymś, czego nie dotyczy ani jedno słowo, które pracowicie wstukałeś. Na razie napisałeś o tej rzeczywistości, którą jakoś można za pomocą znaków określić.

&lt;em&gt;A do tego: tacit knowledge nie wymaga języka. Jaś może posiadać (co najmniej) tacit knowledge o Małgosi po spenetrowaniu tejże przy użyciu języka. Ale także po spenetrowaniu jej przy użyciu fiutka.&lt;/em&gt;

I ta wiedza zawsze pozostanie tylko wiedzą Jasia, więc zasadniczo mozę być nawet taka, że będzie sprzeczna z tym, co napisałeś. I nie sprawdzisz tego.

Boże, jak ja dawno nie byłem z kobietą. Uh. Sniff. Chlip. 

&lt;em&gt;Ja traktuję analogię jako środek heurystyczny, element “kontekstu odkrycia” (mało oryginalne). Żeby z analogii wyszedł dowód – a może raczej proteza dowodu – trzeba uzasadnienia (już pisałem). Jeżeli ten, do kogo kieruję uzasadnienie, tego uzasadnienia nie łyka, pytam dlaczego. Niezależnie od odpowiedzi (zwykle na analogię z uzasadnieniem ludzie NIE odpowiadają “a ja nie widzę analogii”, tylko odnoszą się do uzasadnienia) próbuję przemyśleć i poprawić uzasadnienie. Po n turach takiej zabawy mogą wystąpić trzy efekty: 1) moje uzasadnienie (i moje racje) zostają uznane, 2) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, każdy zostaje przy swoim “ja widzę – a ja nie”, 3) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, dochodzę do wniosku, że byłem w błędzie.

W wielu sprawach taka analogia działa i przekonuje. Nie w sensie gaworzenia przy piwie. W sensie uznania dowodu (protezy?). Cały system prawny common law tak działa.&lt;/em&gt;

Ale po chuj Ci w takim razie odwoływanie się do jakiejkolwiek analogi, skoro w tym schemacie wystarczy odwoływanie się do uzasadnień? 

&lt;em&gt;- jak to dlaczego miałbyś zwracać uwagę? Z zainteresowania tym, co bliźni mówi. A jeśli cię nie interesuje rozmowa z bliźnim, to może udawać z grzeczności? :-D
Jak nie będziesz zwracał uwagi, to na chuj cała dyskusja?&lt;/em&gt;

Ale ja nie pisałem o zwracaniu uwagi w sensie - baczenemu wysłuchiwaniu rozmówcy. Tylko zwracaniu uwagi, czyli uznawaniu czyjegoś argumentu, zgodnie z którym coś jest podobne do czegoś, za ważny, bez dalszego uzasadnienia.

&lt;em&gt;Ależ falsyfikuj sobie. Najlepiej sfalsyfikuj modus tollens przy użyciu modus tollens. Masz hipotezę A, hipotezy pomocnicze B, C, D, E, F i tak dalej aż do końca chińskiego alfabetu. Wszystko do kupy daje implikację “Ś”. Z doświadczenia wyszło “nie-Ś”. Modus tollens był jedną z hipotez pomocniczych.
Wniosek: modus tollens jest do dupy. No ale nie jest do dupy, bo wszak… ej, wpadamy w samoodniesienie?&lt;/em&gt;

No, ale falsyfikacja nie polega na umieszczeniu zdań pojedynczych w tollensie. Falsyfikacja w tym sensie, w jakim użyłem słowa, oznacza tylko dorzucenie dowolnego zdania, jasne, że po odrzuceniu tollensa nie będziemy stosować tollensa. Zauważ, że tollens nie rozstrzyga, jakie wartości logiczne (czy 1 czy 0) można przyporządkować jakimś zdaniom - klasycznie nie możesz wartościować tylko sprzecznie.

&lt;em&gt;Szczerze to nie wiem, na czym miałaby polegać doświadczalna falsyfikacja praw logiki. Robił to ktoś kiedyś?&lt;/em&gt;

Anybody logiki nieklasyczne? Część z nich powstało z inspiracji empirycznej - wyniki eksperymentalne fizyki kwantowanej podpowiadały takie, a nie inne rozwiązania, zdaje się von Neumanowi. Na pewno do czegoś takiego odwołuje się Quine.

Najbanalniejszy przykład - sytuację niejasną (prawie łysy) można uznać za nie dajaća się uchwycić ostro, albo dopuścić sprzeczność (łysy i nie prawda, że łysy, zarazem). 

&lt;em&gt;Nie chwytam. Chwytam inny efekt.
Nad pacjentem Jasiem stoi trzyosobowe konsylium lekarskie. Jeden mierzy mu tętno, drugi ciśnienie, a trzeci sprawdza odruch rzepkowy. Omawiają wyniki. Wnioski: istnieje tętno Jasia. Istnieje ciśnienie Jasia. Istnieje odruch rzepkowy Jasia. Nie istnieje Jasio.&lt;/em&gt;

W sensie, że ich zobowiązania ontologiczne dotyczą tylko tego, co badają? Tak, zdecydowanie.

&lt;em&gt;A po co badać coś, co zawsze mówi “tak”? Jakkolwiek byś badał i do jakichkolwiek dojdziesz wniosków – odniesiesz sukces? 8-&#124;&lt;/em&gt;

Dlatego, że znajomośc ontologi pozwala Ci ustalić, jakie założenia ontologiczne wymusza na Tobie jakiś język, który da się przetłumaczyć na klasyczny rachunek kwantyfikatorów.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><em>I nie ma to żadnego znaczenia dla rzeczywistości, która istnieje sobie niezależnie od tego, czy jest badana przez jakiegoś osobnika, a nawet (w pewnych aspektach) niezależnie od istnienia tego, innego czy jakiegokolwiek osobnika.</em></p>
<p>Zapewne, tylko nie barszo rozumiem, o czym mówisz, bo zdajesz się sugerować, że możesz rozmwawiać o czymś, czego nie dotyczy ani jedno słowo, które pracowicie wstukałeś. Na razie napisałeś o tej rzeczywistości, którą jakoś można za pomocą znaków określić.</p>
<p><em>A do tego: tacit knowledge nie wymaga języka. Jaś może posiadać (co najmniej) tacit knowledge o Małgosi po spenetrowaniu tejże przy użyciu języka. Ale także po spenetrowaniu jej przy użyciu fiutka.</em></p>
<p>I ta wiedza zawsze pozostanie tylko wiedzą Jasia, więc zasadniczo mozę być nawet taka, że będzie sprzeczna z tym, co napisałeś. I nie sprawdzisz tego.</p>
<p>Boże, jak ja dawno nie byłem z kobietą. Uh. Sniff. Chlip. </p>
<p><em>Ja traktuję analogię jako środek heurystyczny, element “kontekstu odkrycia” (mało oryginalne). Żeby z analogii wyszedł dowód – a może raczej proteza dowodu – trzeba uzasadnienia (już pisałem). Jeżeli ten, do kogo kieruję uzasadnienie, tego uzasadnienia nie łyka, pytam dlaczego. Niezależnie od odpowiedzi (zwykle na analogię z uzasadnieniem ludzie NIE odpowiadają “a ja nie widzę analogii”, tylko odnoszą się do uzasadnienia) próbuję przemyśleć i poprawić uzasadnienie. Po n turach takiej zabawy mogą wystąpić trzy efekty: 1) moje uzasadnienie (i moje racje) zostają uznane, 2) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, każdy zostaje przy swoim “ja widzę – a ja nie”, 3) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, dochodzę do wniosku, że byłem w błędzie.</p>
<p>W wielu sprawach taka analogia działa i przekonuje. Nie w sensie gaworzenia przy piwie. W sensie uznania dowodu (protezy?). Cały system prawny common law tak działa.</em></p>
<p>Ale po chuj Ci w takim razie odwoływanie się do jakiejkolwiek analogi, skoro w tym schemacie wystarczy odwoływanie się do uzasadnień? </p>
<p><em>- jak to dlaczego miałbyś zwracać uwagę? Z zainteresowania tym, co bliźni mówi. A jeśli cię nie interesuje rozmowa z bliźnim, to może udawać z grzeczności? :-D<br />
Jak nie będziesz zwracał uwagi, to na chuj cała dyskusja?</em></p>
<p>Ale ja nie pisałem o zwracaniu uwagi w sensie &#8211; baczenemu wysłuchiwaniu rozmówcy. Tylko zwracaniu uwagi, czyli uznawaniu czyjegoś argumentu, zgodnie z którym coś jest podobne do czegoś, za ważny, bez dalszego uzasadnienia.</p>
<p><em>Ależ falsyfikuj sobie. Najlepiej sfalsyfikuj modus tollens przy użyciu modus tollens. Masz hipotezę A, hipotezy pomocnicze B, C, D, E, F i tak dalej aż do końca chińskiego alfabetu. Wszystko do kupy daje implikację “Ś”. Z doświadczenia wyszło “nie-Ś”. Modus tollens był jedną z hipotez pomocniczych.<br />
Wniosek: modus tollens jest do dupy. No ale nie jest do dupy, bo wszak… ej, wpadamy w samoodniesienie?</em></p>
<p>No, ale falsyfikacja nie polega na umieszczeniu zdań pojedynczych w tollensie. Falsyfikacja w tym sensie, w jakim użyłem słowa, oznacza tylko dorzucenie dowolnego zdania, jasne, że po odrzuceniu tollensa nie będziemy stosować tollensa. Zauważ, że tollens nie rozstrzyga, jakie wartości logiczne (czy 1 czy 0) można przyporządkować jakimś zdaniom &#8211; klasycznie nie możesz wartościować tylko sprzecznie.</p>
<p><em>Szczerze to nie wiem, na czym miałaby polegać doświadczalna falsyfikacja praw logiki. Robił to ktoś kiedyś?</em></p>
<p>Anybody logiki nieklasyczne? Część z nich powstało z inspiracji empirycznej &#8211; wyniki eksperymentalne fizyki kwantowanej podpowiadały takie, a nie inne rozwiązania, zdaje się von Neumanowi. Na pewno do czegoś takiego odwołuje się Quine.</p>
<p>Najbanalniejszy przykład &#8211; sytuację niejasną (prawie łysy) można uznać za nie dajaća się uchwycić ostro, albo dopuścić sprzeczność (łysy i nie prawda, że łysy, zarazem). </p>
<p><em>Nie chwytam. Chwytam inny efekt.<br />
Nad pacjentem Jasiem stoi trzyosobowe konsylium lekarskie. Jeden mierzy mu tętno, drugi ciśnienie, a trzeci sprawdza odruch rzepkowy. Omawiają wyniki. Wnioski: istnieje tętno Jasia. Istnieje ciśnienie Jasia. Istnieje odruch rzepkowy Jasia. Nie istnieje Jasio.</em></p>
<p>W sensie, że ich zobowiązania ontologiczne dotyczą tylko tego, co badają? Tak, zdecydowanie.</p>
<p><em>A po co badać coś, co zawsze mówi “tak”? Jakkolwiek byś badał i do jakichkolwiek dojdziesz wniosków – odniesiesz sukces? 8-|</em></p>
<p>Dlatego, że znajomośc ontologi pozwala Ci ustalić, jakie założenia ontologiczne wymusza na Tobie jakiś język, który da się przetłumaczyć na klasyczny rachunek kwantyfikatorów.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Gammon No.82</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-885</link>
		<dc:creator>Gammon No.82</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 05 Jul 2009 08:14:39 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-885</guid>
		<description>&quot;[Ale rzeczywistość nie jest nierozerwalnie spleciona z językiem.] I nie ma to żadnego znaczenia dla stworzenia, które może badać ją w sposób intersubiektywny tylko za pomocą języka. Bo językiem prywatnym to se możesz.&quot;

I nie ma to żadnego znaczenia dla rzeczywistości, która istnieje sobie niezależnie od tego, czy jest badana przez jakiegoś osobnika, a nawet (w pewnych aspektach) niezależnie od istnienia tego, innego czy jakiegokolwiek osobnika.

A do tego: tacit knowledge nie wymaga języka. Jaś może posiadać (co najmniej) tacit knowledge o Małgosi po spenetrowaniu tejże przy użyciu języka. Ale także po spenetrowaniu jej przy użyciu fiutka.

&quot;Takie podejście do analogii jest mi bliskie, choć nie jest do końca moje.&quot;

Ja traktuję analogię jako środek heurystyczny, element &quot;kontekstu odkrycia&quot; (mało oryginalne). Żeby z analogii wyszedł dowód - a może raczej proteza dowodu - trzeba uzasadnienia (już pisałem). Jeżeli ten, do kogo kieruję uzasadnienie, tego uzasadnienia nie łyka, pytam dlaczego. Niezależnie od odpowiedzi (zwykle na analogię z uzasadnieniem ludzie NIE odpowiadają &quot;a ja nie widzę analogii&quot;, tylko odnoszą się do uzasadnienia) próbuję przemyśleć i poprawić uzasadnienie. Po n turach takiej zabawy mogą wystąpić trzy efekty: 1) moje uzasadnienie (i moje racje) zostają uznane, 2) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, każdy zostaje przy swoim &quot;ja widzę - a ja nie&quot;, 3) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, dochodzę do wniosku, że byłem w błędzie.

W wielu sprawach taka analogia działa i przekonuje. Nie w sensie gaworzenia przy piwie. W sensie uznania dowodu (protezy?). Cały system prawny common law tak działa.

&quot;Ale jakie wtedy znaczenie ma to, że Ty coś uznajesz za zdanie prawdziwe niezależnie od faktów?&quot;

To może ja przypomnę, co było wcześniej.

[“Powiedz tylko, dlaczego w przypadku języka miałbym zwracać uwagę na to, że ktoś koniecznie widzi podobieństwo wskazujące na analityczność?”]

- jak to dlaczego miałbyś zwracać uwagę? Z zainteresowania tym, co bliźni mówi. A jeśli cię nie interesuje rozmowa z bliźnim, to może udawać z grzeczności? :-D
Jak nie będziesz zwracał uwagi, to na chuj cała dyskusja?

&quot;Dlaczego nie falsyfikować np. praw logiki pod wpływem doświadczenia?&quot;

Ależ falsyfikuj sobie. Najlepiej sfalsyfikuj modus tollens przy użyciu modus tollens. Masz hipotezę A, hipotezy pomocnicze B, C, D, E, F i tak dalej aż do końca chińskiego alfabetu. Wszystko do kupy daje implikację &quot;Ś&quot;. Z doświadczenia wyszło &quot;nie-Ś&quot;. Modus tollens był jedną z hipotez pomocniczych.
Wniosek: modus tollens jest do dupy. No ale nie jest do dupy, bo wszak... ej, wpadamy w samoodniesienie?

Szczerze to nie wiem, na czym miałaby polegać doświadczalna falsyfikacja praw logiki. Robił to ktoś kiedyś?
Już prędzej dałoby się z geometrią. Archimedes zanim wyprowadził wzory na powierzchnię płaszczyzny ograniczonej wycinkiem krzywych stożkowych, ustalał to doświadczalnie. Wycinał z blachy kształtki np. &quot;między parabolą a prostą&quot; i ważył (hipoteza pomocnicza: &quot;waga będzie dobrym przybliżeniem powierzchni, bo można zakładać, że grubość blachy jest z grubsza stała&quot;). Oczywiście według podobnego schematu można by przyjmować wzór z dupy i falsyfikować wycinanką.

&quot;Zgadzam, się, że jest dziwne, ale pozwala dość ściśle określić, kto jakie założenia ontologiczne robi. I to w oderwaniu od odwoływania się do subiektywizmów.&quot;

Nie chwytam. Chwytam inny efekt.
Nad pacjentem Jasiem stoi trzyosobowe konsylium lekarskie. Jeden mierzy mu tętno, drugi ciśnienie, a trzeci sprawdza odruch rzepkowy. Omawiają wyniki. Wnioski: istnieje tętno Jasia. Istnieje ciśnienie Jasia. Istnieje odruch rzepkowy Jasia. Nie istnieje Jasio.

&quot;Dużo, jeśli jest przedmiotem badań, bo pozwala każdemu siebie badać.&quot;

A po co badać coś, co zawsze mówi &quot;tak&quot;? Jakkolwiek byś badał i do jakichkolwiek dojdziesz wniosków - odniesiesz sukces? 8-&#124;</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8220;[Ale rzeczywistość nie jest nierozerwalnie spleciona z językiem.] I nie ma to żadnego znaczenia dla stworzenia, które może badać ją w sposób intersubiektywny tylko za pomocą języka. Bo językiem prywatnym to se możesz.&#8221;</p>
<p>I nie ma to żadnego znaczenia dla rzeczywistości, która istnieje sobie niezależnie od tego, czy jest badana przez jakiegoś osobnika, a nawet (w pewnych aspektach) niezależnie od istnienia tego, innego czy jakiegokolwiek osobnika.</p>
<p>A do tego: tacit knowledge nie wymaga języka. Jaś może posiadać (co najmniej) tacit knowledge o Małgosi po spenetrowaniu tejże przy użyciu języka. Ale także po spenetrowaniu jej przy użyciu fiutka.</p>
<p>&#8220;Takie podejście do analogii jest mi bliskie, choć nie jest do końca moje.&#8221;</p>
<p>Ja traktuję analogię jako środek heurystyczny, element &#8220;kontekstu odkrycia&#8221; (mało oryginalne). Żeby z analogii wyszedł dowód &#8211; a może raczej proteza dowodu &#8211; trzeba uzasadnienia (już pisałem). Jeżeli ten, do kogo kieruję uzasadnienie, tego uzasadnienia nie łyka, pytam dlaczego. Niezależnie od odpowiedzi (zwykle na analogię z uzasadnieniem ludzie NIE odpowiadają &#8220;a ja nie widzę analogii&#8221;, tylko odnoszą się do uzasadnienia) próbuję przemyśleć i poprawić uzasadnienie. Po n turach takiej zabawy mogą wystąpić trzy efekty: 1) moje uzasadnienie (i moje racje) zostają uznane, 2) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, każdy zostaje przy swoim &#8220;ja widzę &#8211; a ja nie&#8221;, 3) moje uzasadnienie nie zostaje uznane, dochodzę do wniosku, że byłem w błędzie.</p>
<p>W wielu sprawach taka analogia działa i przekonuje. Nie w sensie gaworzenia przy piwie. W sensie uznania dowodu (protezy?). Cały system prawny common law tak działa.</p>
<p>&#8220;Ale jakie wtedy znaczenie ma to, że Ty coś uznajesz za zdanie prawdziwe niezależnie od faktów?&#8221;</p>
<p>To może ja przypomnę, co było wcześniej.</p>
<p>[“Powiedz tylko, dlaczego w przypadku języka miałbym zwracać uwagę na to, że ktoś koniecznie widzi podobieństwo wskazujące na analityczność?”]</p>
<p>- jak to dlaczego miałbyś zwracać uwagę? Z zainteresowania tym, co bliźni mówi. A jeśli cię nie interesuje rozmowa z bliźnim, to może udawać z grzeczności? :-D<br />
Jak nie będziesz zwracał uwagi, to na chuj cała dyskusja?</p>
<p>&#8220;Dlaczego nie falsyfikować np. praw logiki pod wpływem doświadczenia?&#8221;</p>
<p>Ależ falsyfikuj sobie. Najlepiej sfalsyfikuj modus tollens przy użyciu modus tollens. Masz hipotezę A, hipotezy pomocnicze B, C, D, E, F i tak dalej aż do końca chińskiego alfabetu. Wszystko do kupy daje implikację &#8220;Ś&#8221;. Z doświadczenia wyszło &#8220;nie-Ś&#8221;. Modus tollens był jedną z hipotez pomocniczych.<br />
Wniosek: modus tollens jest do dupy. No ale nie jest do dupy, bo wszak&#8230; ej, wpadamy w samoodniesienie?</p>
<p>Szczerze to nie wiem, na czym miałaby polegać doświadczalna falsyfikacja praw logiki. Robił to ktoś kiedyś?<br />
Już prędzej dałoby się z geometrią. Archimedes zanim wyprowadził wzory na powierzchnię płaszczyzny ograniczonej wycinkiem krzywych stożkowych, ustalał to doświadczalnie. Wycinał z blachy kształtki np. &#8220;między parabolą a prostą&#8221; i ważył (hipoteza pomocnicza: &#8220;waga będzie dobrym przybliżeniem powierzchni, bo można zakładać, że grubość blachy jest z grubsza stała&#8221;). Oczywiście według podobnego schematu można by przyjmować wzór z dupy i falsyfikować wycinanką.</p>
<p>&#8220;Zgadzam, się, że jest dziwne, ale pozwala dość ściśle określić, kto jakie założenia ontologiczne robi. I to w oderwaniu od odwoływania się do subiektywizmów.&#8221;</p>
<p>Nie chwytam. Chwytam inny efekt.<br />
Nad pacjentem Jasiem stoi trzyosobowe konsylium lekarskie. Jeden mierzy mu tętno, drugi ciśnienie, a trzeci sprawdza odruch rzepkowy. Omawiają wyniki. Wnioski: istnieje tętno Jasia. Istnieje ciśnienie Jasia. Istnieje odruch rzepkowy Jasia. Nie istnieje Jasio.</p>
<p>&#8220;Dużo, jeśli jest przedmiotem badań, bo pozwala każdemu siebie badać.&#8221;</p>
<p>A po co badać coś, co zawsze mówi &#8220;tak&#8221;? Jakkolwiek byś badał i do jakichkolwiek dojdziesz wniosków &#8211; odniesiesz sukces? 8-|</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: Jaś Skoczowski</title>
		<link>http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-884</link>
		<dc:creator>Jaś Skoczowski</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 04 Jul 2009 20:31:17 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://mrotchnypontchushzagwady.wordpress.com/2009/06/28/dlaczego-chcemy-bic-zomo/#comment-884</guid>
		<description>&lt;em&gt;A zresztą co warta koncepcja, która nigdy nie mówi “nie”?&lt;/em&gt;

Dużo, jeśli jest przedmiotem badań, bo pozwala każdemu siebie badać.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p><em>A zresztą co warta koncepcja, która nigdy nie mówi “nie”?</em></p>
<p>Dużo, jeśli jest przedmiotem badań, bo pozwala każdemu siebie badać.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
