socjalizm (?)

myślę, że jeśli nie wyświadczają sobie ludzie usług za darmo, to nie mogą tak dobrze żyć, jak gdyby sobie wyświadczali. ważne, żeby zrozumieć co to znaczy za darmo tutaj. za darmo znaczy tyle, że coś robimy niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. i potem nie liczymy na żadna nagrodę za to*.

przykładem jest choćby własność - wiele rzeczy które mamy, są w naszym posiadaniu tylko dlatego, że inni nie okradają nas z nich. przecież szansa na złapanie złodzieja, który kradnie coś niewiele wartego w pieniądzach nie jest wielka. trudno też złapać złodzieja samochodu, przynajmniej policji. mylę się? przecież gdyby decydował tylko strach przed karą, okradalibyśmy siebie nawzajem, częściej. tak myślę.

chciałbym żeby ludzie przyjęli tą lekcje i więcej obdarowywali siebie wzajemnie za darmo.

* hehe, wujku Adzi, bystryś jak krynica górska, dzięki, to zdanie uważam za cenne, a jest tam przez Ciebie.

Odpowiedzi: 13 to “socjalizm (?)”

  1. elb0w Powiedział/a:

    Oddaj mi się…:*

  2. Hm... Powiedział/a:

    Nie oddam misi, nawet za darmo…

  3. mag Powiedział/a:

    ja myślę że ludziska po prostu różnią się między sobą. Są tacy co kradną, a są tacy którym przez mysl by to nie przeszło i są tacy którzy obdarowują i tacy co tego robić nie lubią. Nie znamy siebie wzajemnie. I kiedy kogoś spotykasz nowego, kiedy mijają cię ludzie na ulicy to nie wiesz do którego “gatunku”: kradnących czy nie, obdarowujących czy nie, janosików czy nie, należą, stąd zasada ograniczonego zaufania by się przydała.
    a że nie kradną, nie tylko ze strachu przed karą - tu zgoda. Masz rację. To bardziej zależy od jakiegoś wewnętrznego poczucia i potrzeby
    Ale najfajniejsi są ci co kradną by obdarowywać ;D

  4. mrotchnypontchushzagwady Powiedział/a:

    rzecz w tym, że kradnących jest mniej. rozsądnie jest więc uznać, że na ulicy, czy w sklepie przeważająca większość (cokolwiek to słowo oznacza :) ) mnie nie okradnie. jednocześnie jest to bardzo przyjemna myśl.

    ja wierzę w edukację. ludzie nie tylko rodzą się z pewnymi obyczajami lub kształtują do pewnego momentu, a potem następuje tylko zacofanie lub cofanie się w rozwoju. warto więc uczyć się dawać. i innych tego uczyć.

    poza tym przecież nawet wolniej uczący sie mogą stymulować do nauki młodszych i pojętniejszych.

    i zależy kto, zależy co, zależy komu :) .

  5. gavril princip Powiedział/a:

    malo jaki ma w sobie zakodowana uczciwosc .Stopien uczciwosci kreuje dana sytuacja.Jesli delikwent ma okazje ukrasc bez poniesienia strat a przy tym szybko i z lekka raczka to dokona tego.Do tej zasady podchodzi wieksozsc spoleczenstwa czyli motloch, typy behawioralne.Wiara ze mniejszosc kradnie a wiekszosc jest uczciwa prowadzi do stanu zaufania a owy stan przyczynia sie do takich sutuacji w ktorych motloch zaczolby najzwyklej krasc widzac okazje.Wbrew pozorom czesto nie kara odstrasza od kradziezy ale trud i wysilek ktory trzeba wlozyc w zlodziejski precedens.Lepiej Motlochowi nie ulatwiac. Swoje slowa potwierdzam latami obesrwacji ,bardzo drobiazgowej.

  6. mrotchnypontchushzagwady Powiedział/a:

    tak, tyle, że strach przed karą może być zupełnie iluzoryczny. ba, tylko taki się sprawdza - kara realna praktycznie nie odstrasza. choćby dlatego, że jest mało skuteczne.

  7. gavril princip Powiedział/a:

    To co piszesz nie ma zanczenia. Wymiar sprawiedloiwosci nie ejst wszechwiedzacy/wszechmogacy ,nic i nikt nie ejst dlatego kara ma za zadanie dzialac stachem a nie swoja praktyczna moca. To dziala na takiej samej zasadzie jak kupno biletu autobusowego; mamy swiadomosc ze nikle szanse sa aby doszlo do kontroli biletow i mysl o potencjalnej karze czyli strach przed nia stymuluje nas do kupna biletu choc kara praktyczna jest nikla.Nie ma roznicy miedzy iluzja strachu a kara poniewaz pierwsze wynika z drugiego i to nie ejst zadna patologia w ludzkim mysleniu.Jesli nawet ejst 1% szans na to ze dostaniesz kare za zlamanie prawa to rozsadek kaze uwazac poniewaz zawsze ten 1 % szans nosi w sobie praktyczne spelnienie kary i pechowo mozesz zmiescic wie w tym procencie nieszczesnym.dlatego ludzkie myslenie na ten temat jest dosc logiczne. Inna sprawa; ludzie kradna kiedy porzytek z zlodziejskiego precedensu przewyzsza wysilek ktory maja wlozyc w tenproces, strach przed kara ma za zadanie podniesc poprzeczke tak wysoko aby w kalkulacji zwyklemu kowalskiemu nie oplacal sie trud ktorymm mialby poniesc.

  8. mrotchnypontchushzagwady Powiedział/a:

    gdyby tak było, jak piszesz, przestępczości w ogóle by nie było. przecież spora część ciągle popełnianych przestępstw jak najbardziej jest zagrożonych sankcją.

  9. gavril princip Powiedział/a:

    Zgadza sie ale zwaz ze ja ciagle piszac na ten temat mam na mysli ‘wiekszosc’ czyli ta ktora nigdy sie nie odwazy przekroczyc pewnego trudu/poprzeczki i zaryzykowac ,ale zawsze sie znajdzie mniejsze grono ktore jest gotowe wlozyc wiecej pracy nad zlodziejstwem. Zroznicowanie sily woli i pracy jest pluralistcyzna podstawa spoleczenstwa. Nie mozliwe jest usunac tego malego ‘grona’ [mozna jedynie zmniejszac ich ilosc ale nigdy usunac] ale mozliwe jest nie znizanie poprzeczki by dac okazje swoja wyolbrzymiona ufnascia do partycypacji w przestepstwach szerszego grona.

  10. mrotchnypontchushzagwady Powiedział/a:

    Gavril, ale w takim wypadku twoja teza jest tożsama z moja. używasz innych liter do zapisania czegoś, co ma tą samą treść. no, z ta różnicą, że ja motłoch kocham, z motłochem sie utożsamiam i np. przyjmuję często zasadę minimalizacji cierpienia wobec innych. no i cenna jest dla mnie wolność motłochu, tak samo jak ryzykantów. natomiast ryzykantów nie lubię, jeśli chcą krzywdzić motłoch.

  11. gavril princip Powiedział/a:

    Zeby byla jasnosc ,moze nie kocham ale szczerze akceptuje motloch pod warunkiem ze utrzumuje sie w tych granicach o ktorych pisalem. Mafi nie znosze,tego malego grona ryzykantwo ktorzy krzywdza ludzi [wyjatkiem jest Yakuza o fundamencie tradycjonalistcyznym :D] tez jestem za zasada minimalizmu cierpienia jako objaw mojego humanitaryzmu czy jakby to nazwac ,jedncozesnie stoje twarda za mysla Georga Quabbe’a-” dla konserwatysty - by ująć to zwięźle - prawdziwe jest twierdzenie, że suma ludzkiego szczęścia na ziemi pozostaje taka sama, postępowiec natomiast uważa, że możliwe jest spotęgowanie wszystkich wartości i że leży to w zasięgu ludzkich możliwości. (… ;) Konserwatysta widzi nie tylko rzeczy, ale i wartości w kołowrocie płodzenia, narodzin i śmierci, żadna wartość nie powstaje, aby równocześnie inna wartość nie ginęła. Najbardziej jasna myśl tworzy gdzieś nową ciemność, lekarstwo tworzy inną chorobę, nowe szczęście nowe pożądanie. Nie da się zaprzeczyć postępowi w pojedynczych przypadkach, ale w całości widzianej z góry kompensuje go regres w innym miejscu”

  12. mrotchnypontchushzagwady Powiedział/a:

    ale rozkosz można potęgować, nie? to ja chcę potęgować rozkosz i zmniejszać cierpienie, rozumiane jako niezgoda na to, co jest.

  13. gavril princip Powiedział/a:

    Twoja teza jest tozsama z moja,roznia nas metody i forma [ja wole klasyczna bo jest piekniejsza,bo wogole ma stycznosc z estetyka druga wartoscia po etyce]
    Z ludzi trzeba wyssac pyche zeby nauczyc szacunku dla swojego szczescia ,bo tylko bez tej pychy mozna osiagnac prawdziwe szczescie ktore nie pograza na dluzsza mete w cierpieniu.Ci co brna slepo do szczescia nie zasluguja na nie.

Napisz odpowiedź