pifpafikuf rządamy! :)

Posted in polityka ze znacznikami, , , on maj 8, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

Feyerabend powalony!

Posted in filozofia ze znacznikami, , , on maj 5, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

najpierw ten rodzynek.

teraz ten fragment z rodzynka:

Moreover, recent neurophysiological research has shown that all perception does not involve conceptualization. Psychologist Edward Hundert explains:

“If someone loses the primary visual cortex (say, because of a tumor), they lose their vision; they go almost totally blind. But if they just lose the secondary or tertiary visual cortex, they manifest an unusual condition called visual agnosia. In this condition, visual acuity is normal (the person could correctly identify the orientation of the “E’s” on an eye chart). But they lose the ability to identify, name, or match even simple objects in any part of their visual field. . . . This model can be translated into psychological terms as endorsing a functional distinction between “perception” (input analysis) and “cognition” (central processing). . . .It is easy to see the evolutionary advantage of this whole scheme, with its “upward” input analysis: if our transducers were hooked directly to our central systems, we would spend most of our time seeing (hearing, etc.) the world the way we remember, believe, or expect the world to be. The recognition of novelty — of unexpected stimuli — has extremely obvious evolutionary advantage, and is made possible only by the separation of transducers and central systems by “dumb” input analyzers. (Hundert 1987, 413, 420–21)”

Neurophysiological research suggests that not all observation is theory-laden, for there are two types of observation: discrimination and recognition. Recognition may involve the use of concepts, but discrimination does not. For if it did, we could never perceive anything new.

co w tym jest słodkie? ano to, że zmysłowe dane, które docierają do nas, nie mogą być w jakikolwiek sposób sklasyfikowane bez urządzenia do interpretacji ich - nie potrafimy wyróżnić najprostszych przedmiotów bez nich. możemy co najwyżej podać lokalizację. zastanawiam się, w jaki sposób pacjenci odkrywali to “E”, bez identyfikacji. podejrzewam, że widzieli gdzie jest wskazane “coś” (pytanie, czy w ogóle potrafiliby to nazwać choćby czymś? tego ten fragmencik raczej nie zawiera). bez sprawnej części mózgu odpowiedzialnej za organizowanie tego, co widzimy, nie moglibyśmy tego czegoś rozpoznać czy odróżnić od czegoś innego. przed oczami mielibyśmy coś w stylu bardzo barwnego pawia, coś jak rzyganie drinkami…

a argument przeciwko Feyerabendowi brzmiał tak, że nasze postrzeganie nie jest całkiem zależne od naszych teorii (po ludzku - poglądów). no nie jest. bez narzędzia, które organizuje zmysłowe doświadczenie rzeczywiście widzimy. co? no… eee… coś. wyobraźmy sobie teraz eksperyment, mający przesądzić o przyjęciu jakiegoś zdania lub odrzuceniu go, który funkcjonowałby na podstawie takich doświadczeń. załóżmy, że eksperyment przemawia za odrzuceniem tego zdania. konkluzja mogłaby wtedy brzmieć “coś sprawia, że to zdanie jest fałszywe”. jak mawiał jeden pan taki - rewelacja!

i był sobie wielki robotniczo-patriotyczno-flagowo łyk end

Posted in filozofia ze znacznikami, , , , , , , on maj 4, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

4, czyli dziś, też był strażacki, ale to już nie mieści sie w tytule.

moje przypuszczenie brzmi tak: nasze cierpienia w znacznej mierze pochodzą z naszego opisu sytuacji, a nie z samej sytuacji. a opisy są w znacznej mierze niezależne od zmysłów, a to czego się dowiemy o sytuacji potrafi przecież wywołać nasze uczucia. to co myślimy nie jest zdeterminowane przez to co widzimy. przecież można popełniać błędy, prawda? poza tym ludzie o bardzo różnych poglądach, także na sprawy praktyczne, radzą sobie. jeśli teraz wszystkim tym rządzi cokolwiek niezależnego od naszej woli (wrażenia zmysłowe, wywoływane całkiem biernie w naszym ciele od zewnątrz), musi być tak, że nasze opisy tego nie są całkiem zdeterminowane przez to coś. inaczej niemożliwe byłoby popełnianie błędów ani niemożliwe byłoby, by różne poglądy praktyczne byłyby skuteczne.

nie tylko myślenie jest niezdeterminowane przez zmysły, ale zmysły są niezdeterminowane przez swoje przedmioty. dzieci potrafią rysować swoimi fekaliami. nie brzydzą się ich. nie czują tez zażenowania przy bawieniu się swoimi cipkami czy siurkami. trzeba ich dopiero tego nauczyć. tak samo trzeba ich nauczyć, do czego służy stół i łyżka. i rodzic, i państwo, i broń, i samolot, i “nie wolno”, i cokolwiek sobie pomyślicie jeszcze. wszystko nam to wpojono. są przypadki zarejestrowane takie, że przedstawiciele takiej czy innej grupy ludzi w ogóle nie widzieli np. statków, czy widzieli je jako chmury. w każdym przypadków o tym, co widzieli, myśleli i mówili ludzie decydowało nie to, jakie były przedmioty postrzegane, tylko jak je widzieli obserwujący. to jakie są przedmioty zależy od nas, a my od wychowania i genów. to nie subiektywizm, to po prostu obiektywizm zreformowany, samoświadomy i obdarzony samowiedzą.

oczywiście także same postrzeganie czegoś może nas boleć, więc druga hipoteza jest podobna do pierwszej - cierpimy przez przedmioty, bo widzimy je tak, a nie inaczej, a nie dlatego, że są jakieś.

jako optymista wierzę w to, że korzystnego postrzegania świata można sie nauczyć. choćby przez naśladowanie naszej dotychczasowej nauki, tylko świadome i ukierunkowane na bycie szczęśliwym. ważne jest usilne powtarzanie niektórych myśli, wielokrotne wywoływanie u siebie uczuć i ruszanie się wielokrotne w podobny sposób (uważam przy tym, że dziwnym trafem myśli można wywołać poprzez uczucia i ruchy, ruchy poprzez myśli i uczucia itd.). liczy sie też tzw. wdrukowywanie (imprinting), które różni się od nauki tym, że nie wymaga powtórzeń lub wymaga małej ilości powtórzeń, bo odbywa się w sprzyjających temu warunkach. np. pamiętam taki przykład z Vitusa Droshera, w którym słaba kaczka raz miała szczęście zwyciężyć w pojedynku i tak ja to rozochociło, że potem już zawsze wygrywała. widocznie sytuacja była wystarczająco sprzyjająca, by nauczyć się zwyciężać.

warto z tego powodu np. zmienić sobie swoje opisy na bardziej łaskawe dla nas.

tego wam życzę. i to tyle.

o państwie

Posted in polityka ze znacznikami, , , , , , , on kwiecień 24, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jak dla mnie słowo państwo jest zbędne. chyba, że używamy tego słowa jako nazwy zorganizowanej grupy ludzi, która posiada monopol przemocy, czy jednego człowieka, wyposażonego w monopol przemocy, na jakimś terytorium. tyle, że wtedy dwuosobowym państwem jest np. tata i mama. często też równie postulowanym, a nie faktycznym, co monopol państwa.

no i teraz łatwo powiedzieć, czego chcę od innych ludzi - żeby nie wchodzili mi w drogę. w zamian postaram się zaoferować to samo. szczegóły można dogadać. ja np. myślę, że zmniejszenie terenów, które zajmują monopole przemocy i pozbawienie ich wyraźnych środków byłoby korzystne. zapewne najlepsze byłoby zniesienie monopolów przemocy, ale seryjni mordercy mogą się nie bardzo z tym zgrać, a to zrujnuje nasz obrazek.

przy czym, to jest propozycja, nie norma. jeśli ją ktoś odrzuca, to ona jest odrzucona, a nie on jest zły. tylko, że jeśli ktoś ma gdzieś mnie, to ja jego też. on robi co chce i ja robię to samo.

nazywam to rozwiązywaniem problemów, bez ruszenia ich z miejsca. :0)

piękne słowa, bardzo

Posted in Uncategorized ze znacznikami, , , , , on kwiecień 20, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

nic nie jesteśmy sobie winni.  Ty i ja.

para-doksik

Posted in filozofia ze znacznikami on kwiecień 17, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jeśli jest jakiś obraz, to czym wierniejszy, tym bardziej jest kłamliwy. bo tym bardziej wydaje się nam, że obraz jest przedstawionym przedmiotem. a nim nie jest i nie będzie. jedynym obrazem, który jest tożsamy z tym, co przedstawia, jest sam przedmiot. jestem zadziwiony. jeśli teraz zdania prawdziwe miałyby być jakoś podobne do zdarzeń, które opisują, musiałyby być tym bardziej kłamstwami, czy bardziej odzwierciedlałyby to, co opisują. dlatego prawda jako analogia zdania i tego, co zdanie opisuje wydaje mi się kiepskim pomysłem.

fatalny pomysł

Posted in filozofia ze znacznikami, on kwiecień 13, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

z każdą nieudana próbą chcieć czegoś bardziej i bardziej. nie wiem, czy tego uczą nas rodzice, czy to wynik działania genów, ale  gorzej jest tylko sobie samemu strzelić w w kolano.

amoralizm w działaniu

Posted in filozofia ze znacznikami, , , , on kwiecień 12, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

tak, jak wygląda tytuł, tak właśnie nazywam mój pogląd na normy. nie rozstrzygam ostatecznie, czy mogą być fałszywe lub prawdziwe, czy nie - obydwa poglądy wydają mi się czasem atrakcyjne, a czasem nie. natomiast wiem jedno - siebie potrafię opisać bez norm. wystarczą mi do opisu samego siebie takie środki jak: chcę x, nie chcę x, nie potrafię zrobić nic innego niż x (a może nawet lepiej i przyjemniej powiedzieć po prostu robię x). no i do tego dochodzą zwykłe opisy innych, niż wymienione, myśli, uczuć i ruchów. oczywiście czasy w czasownikach można zmienić. no i można stosować synonimy.

bardzo mi się podoba ten język. dlatego wybieram go do opisu siebie. to właśnie jest mój pogląd, który nazywam amoralizmem w działaniu. po prostu wybieram brak norm w opisie siebie :).

socjalizm (?)

Posted in polityka ze znacznikami, , , on kwiecień 5, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

myślę, że jeśli nie wyświadczają sobie ludzie usług za darmo, to nie mogą tak dobrze żyć, jak gdyby sobie wyświadczali. ważne, żeby zrozumieć co to znaczy za darmo tutaj. za darmo znaczy tyle, że coś robimy niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. i potem nie liczymy na żadna nagrodę za to*.

przykładem jest choćby własność - wiele rzeczy które mamy, są w naszym posiadaniu tylko dlatego, że inni nie okradają nas z nich. przecież szansa na złapanie złodzieja, który kradnie coś niewiele wartego w pieniądzach nie jest wielka. trudno też złapać złodzieja samochodu, przynajmniej policji. mylę się? przecież gdyby decydował tylko strach przed karą, okradalibyśmy siebie nawzajem, częściej. tak myślę.

chciałbym żeby ludzie przyjęli tą lekcje i więcej obdarowywali siebie wzajemnie za darmo.

* hehe, wujku Adzi, bystryś jak krynica górska, dzięki, to zdanie uważam za cenne, a jest tam przez Ciebie.

o zabijaniu nienarodzonych dzieci, sequel

Posted in aborcja ze znacznikami on kwiecień 3, 2008 by mrotchnypontchushzagwady

jeśli kobieta może zabić dziecko w swoim brzuchu do chwili, w której ono nie czuje tak jak my czujemy, nie jest na pewno siebie świadome, nie wie co się dzieje w ogóle i trudno powiedzieć, że sie tego spodziewa, to co mogłoby po tym czasie usprawiedliwić zabicie tego dziecka? skoro matka uzyska możliwość zabicia dziecka do np. 3 miesiąca ciąży bez żadnego usprawiedliwienia, to co usprawiedliwi matkę, która nie podejmie do tego czasu decyzji, o ile tylko będzie wiedzieć?